Wojna koreańska. Wielki konflikt 1950-1953 - Max Hastings - ebook + książka

Wojna koreańska. Wielki konflikt 1950-1953 ebook

Hastings Max

0,0
59,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.
Dowiedz się więcej.
Opis

Jedna z najlepszych książek o wojnie w Korei, jakie kiedykolwiek napisano

„Wyśmienita opowieść pióra mistrza tego gatunku” – „Daily Mail”

„Wnikliwa i godna podziwu” – „The New York Times”

Inwazja komunistycznej Korei Północnej na Koreę Południową w czerwcu 1950 roku rozpoczęła jedną z najkrwawszych odsłon powojennej historii świata. Konflikt skutkował poważnymi zmianami geopolitycznymi: podziałem na dwa państwa koreańskie, zwiększeniem roli Stanów Zjednoczonych jako lidera krajów zachodnich, ale równocześnie wzrostem napięć zimnowojennych relacji, grożącym starciem nuklearnym. Trzy lata działań na lądzie, na ziemi i w powietrzu okazały się preludium do wyniszczającej wojny w Wietnamie, w której Amerykanie popełnili zaskakująco podobne błędy…

Max Hastings, jako jeden z nielicznych zachodnich historyków, miał okazję przeprowadzenia wywiadów nie tylko z weteranami wojennymi z Zachodu, ale przede wszystkim z Chin i Korei Północnej – dzięki czemu ukazał dynamiczny, wierny, ale i wszechstronny obraz wojennej rzeczywistości. Równocześnie, pomimo krytycznej oceny wielu aspektów zaangażowania Stanów Zjednoczonych w Korei, autor broni tezy, że interwencja ta była potrzebna i uratowała Południe przed podzieleniem losu komunistycznej Północy.

Wojna koreańska Hastingsa zaliczana jest do dziś do klasyki gatunku, a nawet za najlepszą książkę o wydarzeniach z lat 1950–1953

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 788

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.

Popularność




Ty­tuł ory­gi­nału: The Ko­rean War
Re­dak­tor pro­wa­dzący: MI­KO­ŁAJ BAĆ, MAŁ­GO­RZATA GA­DOM­SKA
Kon­sul­ta­cja ję­zy­kowa: ANNA WO­JA­KOW­SKA-KU­ROW­SKA
Ko­rekta: MA­TE­USZ CZAR­NECKI, UR­SZULA SRO­KOSZ, ANETA TKA­CZYK
Wy­bór ilu­stra­cji: MI­RON KO­KO­SIŃ­SKI
Pro­jekt okładki, opra­co­wa­nie gra­ficzne: MA­REK PAW­ŁOW­SKI
Zdję­cie na okładce: Żoł­nie­rze ame­ry­kań­skiej pie­choty ma­sze­rują w re­gio­nie rzeki Na­ktong, mi­ja­jąc uchodź­ców, 11 sierp­nia 1950 roku © Bet­t­mann via Getty Ima­ges.
Re­dak­tor tech­niczny: RO­BERT GĘ­BUŚ
Co­py­ri­ght © Max Ha­stings, 1987 All ri­ghts re­se­rved Co­py­ri­ght © for this edi­tion by Wy­daw­nic­two Li­te­rac­kie, 2024
Wy­da­nie dru­gie Wy­da­nie pierw­sze: Wro­cław, 2010
ISBN 978-83-08-07933-1
Wy­daw­nic­two Li­te­rac­kie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kra­ków bez­płatna li­nia te­le­fo­niczna: 800 42 10 40 księ­gar­nia in­ter­ne­towa: www.wy­daw­nic­two­li­te­rac­kie.pl e-mail: ksie­gar­nia@wy­daw­nic­two­li­te­rac­kie.pl tel. (+48 12) 619 27 70
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.

Char­lot­cie po­świę­cam

Przed­mowa

W ciągu ostat­nich dwu­dzie­stu lat po­wszechna fa­scy­na­cja hi­sto­rią zma­gań wo­jen­nych zna­la­zła wy­raz w wielu dzie­łach li­te­rac­kich pu­bli­ko­wa­nych po obu stro­nach Atlan­tyku. Naj­więk­sze za­in­te­re­so­wa­nie wzbu­dzają dzieje dru­giej wojny świa­to­wej. Speł­nia­jąc ocze­ki­wa­nia czy­tel­ni­ków, współ­cze­sne wi­zje li­te­rac­kie śmier­tel­nej walki mię­dzy za­chod­nimi alian­tami a Niem­cami już dawno wzięły roz­brat z rze­czy­wi­sto­ścią, szy­bu­jąc w re­jony ro­man­tycz­nych zmy­śleń, które po­ko­le­nie wcze­śniej ubar­wiały opo­wie­ści o bi­twach kow­bo­jów z In­dia­nami. W ostat­nim dzie­się­cio­le­ciu, o dziwo, po­ja­wiło się sporo pu­bli­ka­cji na te­mat kon­fliktu wiet­nam­skiego. Wiele po­waż­nych dzieł usi­łuje dojść przy­czyn klę­ski Sta­nów Zjed­no­czo­nych w tej woj­nie. Inne, jak na przy­kład filmy, dla któ­rych stały się in­spi­ra­cją, sta­rają się przed­sta­wić tę po­nurą, ska­zaną na klę­skę kam­pa­nię w he­ro­icz­nym świe­tle.

Dla­czego jed­nak za­po­mina się o in­nym po­waż­nym dwu­dzie­sto­wiecz­nym kon­flik­cie zbroj­nym z ko­mu­ni­zmem – w Ko­rei? Wojna ko­re­ań­ska po­wszech­nie po­strze­gana jest przez pry­zmat se­rialu ko­me­dio­wego M.A.S.H., bu­dzą­cego głę­boką kon­ster­na­cję we­te­ra­nów walk na Pół­wy­spie Ko­re­ań­skim, gdyż ob­raz te­le­wi­zyjny ma się ni­jak do okrop­no­ści tam­tych zma­gań. Zgi­nęło 142 ty­siące żoł­nie­rzy wal­czą­cych pod flagą Or­ga­ni­za­cji Na­ro­dów Zjed­no­czo­nych, by uchro­nić Ko­reę Po­łu­dniową od ko­mu­ni­stycz­nego pod­boju. Sami Ko­re­ań­czycy stra­cili co naj­mniej mi­lion oby­wa­teli. W ciągu trzy­let­nich bo­jów śmierć po­nio­sło nie­wiele mniej żoł­nie­rzy ame­ry­kań­skich niż w cza­sie dzie­się­cio­let­niej wojny w Wiet­na­mie. Trzy­krot­nie wię­cej Bry­tyj­czy­ków stra­ciło ży­cie w Ko­rei niż pod­czas walk o Fal­klandy. Do­kładna liczba ofiar spo­śród chiń­skich „ochot­ni­ków” nie jest znana na­wet w Pe­ki­nie, lecz wy­nosi ona wiele se­tek ty­sięcy. Od 1945 roku tylko kry­zys ku­bań­ski stwo­rzył więk­sze ry­zyko wojny nu­kle­ar­nej mię­dzy Wscho­dem i Za­cho­dem. Ba­da­cze, a zwłasz­cza dr Ro­se­mary Foot w swej fa­scy­nu­ją­cej książce The Wrong War, wy­ka­zali, że opi­nia pu­bliczna na Za­cho­dzie jesz­cze po­ko­le­nie póź­niej nie zda­wała so­bie sprawy z tego, jak da­lece Ame­ry­ka­nie byli go­towi do uży­cia broni ato­mo­wej. Od 1945 roku ar­mie dwóch wiel­kich mo­carstw – Chi­nom bo­wiem przy­słu­guje to miano – starły się na polu bi­twy tylko w Ko­rei.

Po za­koń­cze­niu tej wojny znaczna część oby­wa­teli za­chod­niego świata na całe po­ko­le­nie skwa­pli­wie wy­ma­zała Ko­reę z pa­mięci. Sprawy utknęły w mar­twym punk­cie, ni­komu nie przy­spa­rza­jąc naj­mniej­szego ty­tułu do chwały. Na­leży jed­nak od­dać spra­wie­dli­wość nie­zwy­kłemu gronu ame­ry­kań­skich przy­wód­ców, które za­de­cy­do­wało o lo­sie owego ja­ło­wego azja­tyc­kiego pół­wy­spu: Tru­ma­nowi i Ache­so­nowi, Mar­shal­lowi i Ma­cAr­thu­rowi, Rid­gway­owi i Bra­dley­owi. Do­dajmy do tego wiele dra­ma­tycz­nych wy­da­rzeń mi­li­tar­nych – znisz­cze­nie grupy bo­jo­wej Smi­tha, obronę „worka pu­sań­skiego”, In­czon, marsz do Jalu, dru­zgo­cącą zi­mową ofen­sywę Chiń­czy­ków. Do­rzućmy jesz­cze garść po­mniej­szych epi­zo­dów o epic­kim wy­mia­rze, jak opór bry­tyj­skiej 29. Bry­gady nad rzeką Im­jin w kwiet­niu 1951 roku, który – choć nie miał więk­szego zna­cze­nia mi­li­tar­nego – za­cie­kło­ścią bo­jową zwró­cił na sie­bie oczy świata. W woj­nie ko­re­ań­skiej naj­więk­sze za­in­te­re­so­wa­nie bu­dzi star­cie na po­lach bi­tew­nych ar­mii chiń­skiej i ame­ry­kań­skiej. Lecz cier­pie­nia ko­re­ań­skiego ludu, naj­tra­gicz­niej­szej ofiary owej trzy­let­niej wojny, która ogar­nęła cały kraj, za­słu­gują na znacz­nie więk­szą uwagę, niż im do­tych­czas po­świę­cono.

Prze­bieg kam­pa­nii ko­re­ań­skiej na­leży przede wszyst­kim roz­wa­żać jako próbę ge­ne­ralną przed póź­niej­szą ka­ta­strofą w Wiet­na­mie. Liczne ele­menty tra­ge­dii w In­do­chi­nach wy­stę­po­wały już całe de­kady wcze­śniej w Ko­rei – po­li­tyczne trud­no­ści, ja­kich przy­spa­rzało pod­trzy­my­wa­nie nie­po­pu­lar­nego i au­to­kra­tycz­nego rządu, kło­poty ze stwo­rze­niem god­nej za­ufa­nia miej­sco­wej ar­mii w sko­rum­po­wa­nym spo­łe­czeń­stwie, nie­do­ce­nia­nie po­tęgi ko­mu­ni­stycz­nego azja­tyc­kiego woj­ska, co oka­zało się tak zgubne. Mimo nie­wąt­pli­wej prze­wagi w po­wie­trzu i współ­pracy lot­nic­twa z pie­chotą w Ko­rei jak na dłoni wi­dać było pro­blemy zwią­zane z efek­tyw­nym wy­ko­rzy­sta­niem sa­mo­lo­tów prze­ciw pry­mi­tyw­nej go­spo­darce, w star­ciu z od­dzia­łami chło­pów. Ta wojna uwy­dat­niła też trud­no­ści, ja­kich na­strę­cza roz­lo­ko­wa­nie wy­soko zme­cha­ni­zo­wa­nej za­chod­niej ar­mii w zruj­no­wa­nym kraju i po­słu­że­nie się nią w walce ze słabo wy­po­sa­żo­nym prze­ciw­ni­kiem. Wielu ame­ry­kań­skich żoł­nie­rzy za­wo­do­wych, któ­rzy słu­żyli pod do­wódz­twem Ma­cAr­thura czy Rid­gwaya, wal­czyło też pod do­wódz­twem West­mo­re­landa bądź Abramsa. Wspo­mi­na­jąc kam­pa­nie z lat 1950–1953, za­dzi­wia­jąco czę­sto za­miast słowa „Ko­rea” wy­myka im się słowo „Wiet­nam”.

Pa­trol żoł­nie­rzy bry­tyj­skiej 29. Bry­gady, w bar­dzo mie­sza­nym na­ro­do­wo­ściowo skła­dzie. Obok sie­bie Bry­tyj­czycy, Ame­ry­ka­nie, Ko­re­ań­czycy i Bel­go­wie.

Ale po­nie­waż w końcu udało się po­pro­wa­dzić wojnę w Ko­rei na wa­run­kach, które Na­ro­dom Zjed­no­czo­nym – a pa­trząc re­al­nie, Sta­nom – po­zwo­liły roz­mie­ścić swą ogromną siłę ogniową na sta­łych po­zy­cjach oraz po­ko­nać zma­so­waną ofen­sywę wojsk ko­mu­ni­stycz­nych, wielu nauk pły­ną­cych z dzia­łań w Ko­rei nie zro­zu­miano, a liczne po­szły w las. I tak pro­wa­dzone przez Pen­ta­gon ba­da­nia wy­ka­zały, że pod­czas ba­ta­lii ko­re­ań­skiej, po­dob­nie jak i w cza­sie dru­giej wojny świa­to­wej, niż­sze ame­ry­kań­skie klasy spo­łeczno-eko­no­miczne po­no­siły główny cię­żar walk, spo­śród nich też re­kru­to­wał się trzon żoł­nie­rzy pie­choty. Jed­nakże to samo zja­wi­sko po­wtó­rzyło się w Wiet­na­mie, a wy­raźne braki w wy­szko­le­niu ame­ry­kań­skiego pie­chura – przyj­mu­ją­cego na sie­bie pierw­sze ude­rze­nie – po­now­nie oka­zały się po­ważne w skut­kach. W Ko­rei ko­mu­ni­ści zdo­łali do­brze po­znać gra­nice cier­pli­wo­ści Za­chodu oraz trud­no­ści w utrzy­ma­niu po­wszech­nego po­par­cia dla nie­pew­nej sprawy, co sta­nowi brze­mię de­mo­kra­cji. Gdy w sierp­niu 1953 roku, po za­le­d­wie trzech la­tach dzia­łań wo­jen­nych, w Pan­mun­dżo­mie pod­pi­sano za­wie­sze­nie broni, za­chodni alianci za wszelką cenę pra­gnęli wy­plą­tać się z tej nie­wdzięcz­nej wojny, która da­wała tak mało szans na nimb sławy czy też nie­pod­wa­żalne zwy­cię­stwo. A prze­cież w Ko­rei ko­mu­ni­ści, pro­wo­ku­jąc Za­chód nie­wąt­pliwą na­pa­ścią, stwo­rzyli naj­bar­dziej nie­za­prze­czalny ca­sus belli od roku 1945 po dziś dzień.

Po­dob­nie jak inne wy­da­rze­nia hi­sto­ryczne, które opi­sy­wa­łem w swo­ich po­przed­nich książ­kach, wojnę ko­re­ań­ską po­zna­wa­łem po­przez roz­mowy z jej ży­ją­cymi uczest­ni­kami, a także ba­da­nia za­so­bów ar­chi­wal­nych Lon­dynu i Wa­szyng­tonu. W trak­cie pracy spo­tka­łem się z po­nad dwu­stu we­te­ra­nami tego kon­fliktu z Ame­ryki, Ka­nady, Wiel­kiej Bry­ta­nii i Ko­rei. Naj­bar­dziej chyba fra­pu­jące były wy­wiady z we­te­ra­nami chiń­skimi, które prze­pro­wa­dzi­łem w 1985 roku dzięki uprzej­mo­ści pe­kiń­skiego In­sty­tutu Stu­diów Stra­te­gicz­nych oraz po­mocy nie­od­ża­ło­wa­nego puł­kow­nika Jo­na­thana Al­forda z Mię­dzy­na­ro­do­wego In­sty­tutu Stu­diów Stra­te­gicz­nych w Lon­dy­nie. Mia­łem na­dzieję, że w no­wym du­chu od­prę­że­nia mię­dzy Chi­nami i Za­cho­dem uda mi się spoj­rzeć na wojnę ko­re­ań­ską z per­spek­tywy Pe­kinu. Po mie­sią­cach dys­ku­sji i wy­miany ko­re­spon­den­cji moje plany się po­wio­dły.

Niemcy ani Ja­po­nia nie wznio­sły wspa­nia­łych mu­zeów ku chwale dru­giej wojny świa­to­wej. Gość z Za­chodu z uczu­ciem kom­plet­nego oszo­ło­mie­nia prze­mie­rza wiel­kie sale Mu­zeum Woj­ska w Pe­ki­nie, oglą­da­jąc tro­fea w po­staci bry­tyj­skich ręcz­nych ka­ra­bi­nów ma­szy­no­wych „Bren” czy oznak puł­ków, ame­ry­kań­skich ka­ra­bi­nów ma­szy­no­wych ka­li­bru 50, heł­mów i szcząt­ków sa­mo­lo­tów. Moja wi­zyta świad­czyła o wiel­kiej zmia­nie w sto­sun­kach mię­dzy Chi­nami a Za­cho­dem, ale uzmy­sło­wiła też, jak wiele po­zo­stało nie­zmie­nione. Wielką eks­po­zy­cję po­świę­cono rze­ko­mej „woj­nie bak­te­rio­lo­gicz­nej”, którą Ame­ryka miała wsz­cząć w 1952 roku prze­ciw Ko­rei Pół­noc­nej. Chiny twier­dzą, że w wy­niku dzia­łań ich wojsk w Ko­rei po­le­gło 1,09 mi­liona żoł­nie­rzy ame­ry­kań­skich – za­pewne do­dali parę ty­sięcy do cał­ko­wi­tej liczby strat chiń­skich we­dług sza­cun­ków Sta­nów Zjed­no­czo­nych. W Pe­ki­nie i Szan­ghaju przez kilka fa­scy­nu­ją­cych dni i nocy słu­cha­łem wspo­mnień chiń­skich we­te­ra­nów, opi­su­ją­cych swe prze­ży­cia bi­tewne w Ko­rei. Mu­szę stwier­dzić, że ża­den z nich, wy­ra­ża­jąc swój bo­jowy en­tu­zjazm oraz ra­dość z wy­niku wojny, nie od­szedł ani na jotę od obo­wią­zu­ją­cej li­nii par­tyj­nej. Nie ma tu żad­nego po­rów­na­nia z wy­wia­dami, które prze­pro­wa­dzi­łem z bry­tyj­skimi i ame­ry­kań­skimi we­te­ra­nami, szcze­rze wy­ra­ża­ją­cymi naj­prze­róż­niej­sze opi­nie. W Pe­ki­nie wy­żsi ofi­ce­ro­wie chiń­scy w spo­sób bar­dzo in­te­re­su­jący wy­ja­śnili mi za­cho­wa­nie Chiń­czy­ków. W ich kwa­te­rze głów­nej oraz na wyż­szej uczelni woj­sko­wej mia­łem oka­zję spoj­rzeć na wiele bi­tew z per­spek­tywy ka­dry do­wód­czej. Lecz, na­tu­ral­nie, nie dano mi naj­mniej­szej moż­li­wo­ści po­rów­na­nia ofi­cjal­nych stwier­dzeń z za­war­to­ścią ar­chi­wów czy też z pi­sem­nymi świa­dec­twami. W pań­stwie to­ta­li­tar­nym, ja­kim na­dal po­zo­stają Chiny, za­pewne na­wet lu­dzie na szczy­tach wła­dzy nie mają do­stępu do prawdy hi­sto­rycz­nej o ostat­nich wy­da­rze­niach, jak­kol­wiek bar­dzo pra­gnę­liby ją po­znać. Po­dob­nie gdy pan Gor­ba­czow twier­dzi w swym prze­mó­wie­niu, że Zwią­zek Ra­dziecki zwy­cię­żył w ostat­niej woj­nie bez naj­mniej­szej po­mocy, nie można za­kła­dać, że świa­do­mie mija się z prawdą. Przy­pusz­czal­nie, jak więk­szość oby­wa­teli jego na­rodu, po pro­stu jej nie zna.

Żoł­nie­rze ba­ta­lionu Glo­uce­ster w trak­cie mo­dlitw z ka­pe­la­nem oj­cem Sa­mem Da­vie­sem, przed bi­twą nad Im­jin w 1951 r.

Ba­da­nia w Ko­rei wielce uła­twiła mi po­moc ze strony głów­no­do­wo­dzą­cego sta­cjo­nu­ją­cymi tam woj­skami ame­ry­kań­skimi ge­ne­rała Paula Li­vseya – w cza­sie wojny mło­dego do­wódcy plu­tonu – a także bry­tyj­skich i ame­ry­kań­skich ofi­ce­rów, dzięki któ­rym mo­głem od­wie­dzić miej­sca o tak za­sad­ni­czym zna­cze­niu jak Pan­mun­dżom i Glo­uce­ster Hill. Naj­więk­szą wdzięcz­ność wi­nien je­stem wszakże bry­ga­die­rowi Bria­nowi Bur­dit­towi, który po­zo­stał w Ko­rei po za­koń­cze­niu wi­zy­ta­cji w cha­rak­te­rze bry­tyj­skiego at­ta­ché woj­sko­wego, by słu­żyć mi po­mocą jako prze­wod­nik i znawca miej­sco­wych sto­sun­ków. To on zor­ga­ni­zo­wał mi kilka nie­zwy­kle in­te­re­su­ją­cych wy­wia­dów z ko­re­ań­skimi we­te­ra­nami wo­jen­nymi. Od po­czątku uzna­łem, że pod­czas pi­sa­nia książki nie ma co zwra­cać się do Pjon­gjangu. Je­śli prawda jest to­wa­rem trudno do­stęp­nym w Chi­nach, to w Ko­rei Pół­noc­nej zo­stała cał­ko­wi­cie wy­parta przez fik­cję. Pół­noc­no­ko­re­ań­ska wi­zja wojny nie wnie­sie do te­matu ni­czego god­nego uwagi, póki Kim Ir Sen stoi na czele spo­łe­czeń­stwa, w któ­rym pry­watny ro­wer uzna­wany jest za za­gro­że­nie dla bez­pie­czeń­stwa na­ro­do­wego.

Gdy pra­co­wa­łem nad książką, ge­ne­rał An­thony Far­rar-Hoc­kley pi­sał ofi­cjalną bry­tyj­ską hi­sto­rię wojny ko­re­ań­skiej. Nie­mniej, z wła­ściwą so­bie wiel­ko­dusz­no­ścią, udo­stęp­nił mi pewne pod­sta­wowe ma­te­riały źró­dłowe znaj­du­jące się pod jego pie­czą. On sam po­zo­staje jed­nym z naj­bar­dziej fa­scy­nu­ją­cych świad­ków ko­re­ań­skiego dra­matu. Jest ka­wa­le­rem or­deru DSO (Di­stin­gu­ished Se­rvice Or­der – Or­der Wy­bit­nej Służby), od­zna­czo­nym za swą po­stawę jako ofi­cer ad­mi­ni­stra­cyjny ba­ta­lionu Glo­uce­ster w bi­twie nad rzeką Im­jin w kwiet­niu 1951 roku, a po­nadto po dwóch la­tach chiń­skiej nie­woli po­wró­cił opro­mie­niony sławą czło­wieka nie­zmier­nej od­wagi i sta­now­czo­ści. Spi­sana prze­zeń ofi­cjalna hi­sto­ria bez wąt­pie­nia dużo wnie­sie do te­matu uczest­nic­twa Wiel­kiej Bry­ta­nii w tej woj­nie, wy­ja­śnia­jąc wiele wąt­pli­wo­ści. Ge­ne­rał ze­chciał ła­ska­wie prze­czy­tać ko­rektę mo­jej książki, lecz – oczy­wi­ście – nie po­nosi naj­mniej­szej od­po­wie­dzial­no­ści za moje błędy czy wy­ra­żone oceny.

W Wiel­kiej Bry­ta­nii i w Sta­nach Zjed­no­czo­nych prze­pro­wa­dzi­łem wiele wy­wia­dów z woj­sko­wymi wszel­kich stopni, re­pre­zen­tu­ją­cymi wszyst­kie trzy służby i moż­li­wie sze­roki prze­krój spo­łeczny. Nie za­bie­ga­łem o spo­tka­nia z garstką naj­wyż­szych ofi­ce­rów ze względu na ich bar­dzo po­de­szły wiek. Z do­świad­cze­nia wiem, że naj­starsi we­te­rani już dawno zdą­żyli po­wie­dzieć i na­pi­sać wszystko, co mieli do prze­ka­za­nia na te­mat pa­mięt­nych kam­pa­nii. Te­raz mo­gliby się już tylko po­wta­rzać. Nie ma co li­czyć na ich po­moc, gdyż rzadko za­cho­wali w pa­mięci coś istot­nego. Po trzy­dzie­stu pię­ciu la­tach – z ma­łymi wy­jąt­kami – naj­wię­cej wno­szą do­wódcy puł­ków i ba­ta­lio­nów, a także ofi­ce­ro­wie szta­bowi, któ­rzy słu­żyli pod roz­ka­zami głów­nych do­wód­ców, i to ich pa­mięt­niki są naj­bar­dziej godne uwagi. Za­wsze będę pa­mię­tał nie­zwy­kły ob­raz kwa­tery Ma­cAr­thura, jaki przez cztery go­dziny na­kre­ślał mi wspa­niały, prze­uro­czy ame­ry­kań­ski wo­jak, puł­kow­nik Fred Ladd, który słu­żył tam w 1951 roku. Czuję rów­nież głę­boką wdzięcz­ność wo­bec ge­ne­rała bry­gady Eda Sim­monsa z kor­pusu Ma­ri­nes, dy­rek­tora Ma­rine Corps Mu­seum w Wa­szyng­to­nie, który jest też we­te­ra­nem kam­pa­nii Cho­sin, a także nad­zwy­czaj prze­ni­kli­wym kry­ty­kiem wojny w Ko­rei.

Książka ta, jak wszyst­kie, które na­pi­sa­łem na te­mat in­nych zma­gań wo­jen­nych, nie wy­czer­puje ca­ło­ści za­gad­nie­nia. Naj­lep­szy na­ukowy opis sto­sun­ków pa­nu­ją­cych w przed­wo­jen­nej Ko­rei znaj­du­jemy w dziele Bruce’a Cu­mingsa. Jesz­cze po upły­wie dwu­dzie­stu pię­ciu lat książka bry­tyj­skiego au­tora Da­vida Re­esa Ko­rea: The Li­mi­ted War naj­traf­niej przed­sta­wia ów­cze­sne wy­da­rze­nia, wni­kli­wie na­świe­tla­jąc prze­różne aspekty po­li­tyki ame­ry­kań­skiej. W póź­niej­szym okre­sie Jo­seph Gou­l­den uka­zał wiele no­wych ame­ry­kań­skich źró­deł ar­chi­wal­nych w swej pu­bli­ka­cji Ko­rea: The Untold Story of the War. Inna wy­bitna ba­daczka tego okresu, dr Ro­se­mary Foot z uni­wer­sy­tetu w Sus­sex, ła­ska­wie po­dzie­liła się ze mną swymi prze­my­śle­niami i źró­dłami na te­mat po­li­tycz­nych wy­mia­rów wojny. Dzięki tym au­to­rom i ich książ­kom od­sło­niły się przede mną nowe per­spek­tywy. Jed­nakże nie po­sze­dłem w ślady mych men­to­rów. Sto­sun­kowo nie­wiele pi­sa­łem o ta­kich aspek­tach kon­fliktu ame­ry­kań­skiego, jak na przy­kład dy­mi­sja Ma­cAr­thura, które zo­stały już wy­czer­pu­jąco omó­wione. Sta­ra­łem się na­to­miast na­kre­ślić ob­raz wojny, sku­pia­jąc się na jej ludz­kim i mi­li­tar­nym ob­li­czu, mniej zna­nym czy­tel­ni­kom po obu stro­nach Atlan­tyku. Jako An­glik wię­cej miej­sca po­świę­ci­łem prze­ży­ciom bry­tyj­skich żoł­nie­rzy, niż wy­ni­ka­łoby to z ich pro­por­cjo­nal­nego wkładu w walkę. Lecz prze­cież wspo­mnie­nia bry­tyj­skiego ofi­cera czy sze­re­gowca z walk prze­ciw Chiń­czy­kom wno­szą rów­nie wiele do na­szej wie­dzy o tej woj­nie, co prze­ży­cia Ame­ry­ka­nina, Ka­na­dyj­czyka, Au­stra­lij­czyka czy Fran­cuza. Po­daję stop­nie ofi­ce­rów i żoł­nie­rzy, które mieli wów­czas. Za­cho­wa­łem dawną pi­sow­nię chiń­skich na­zwisk, którą za­chodni czy­tel­nicy le­piej znają niż now­szą[1].

Pod jed­nym waż­nym wzglę­dem stoję na po­zy­cjach re­wi­zjo­ni­stycz­nych. Rzecz w tym, że wielu pi­sa­rzy zaj­mu­ją­cych się te­ma­tyką ko­re­ań­ską w la­tach pięć­dzie­sią­tych, nie wspo­mi­na­jąc o po­li­ty­kach i elek­to­ra­cie, wy­po­wia­dało się o tej woj­nie z go­ry­czą i nie­sma­kiem. Wy­ty­kali, że sprawy utknęły w mar­twym punk­cie, ro­dząc na­ra­sta­jące na­pię­cie mię­dzy so­jusz­ni­kami, a za­wie­sze­nie broni nie przy­nio­sło wy­raź­nych roz­strzy­gnięć. Wąt­pli­wo­ści co do sensu pro­wa­dze­nia wo­jen przez pań­stwa za­chod­nie w Azji pod­sy­cił jesz­cze nie­szczę­sny kon­flikt w Wiet­na­mie. Lecz mimo nie­od­po­wie­dzial­nego za­cho­wa­nia Ma­cAr­thura, nie­umie­jęt­nej po­li­tyki za­chod­nich rzą­dów wo­bec Pe­kinu, błę­dów po­peł­nio­nych pod­czas pierw­szej kam­pa­nii zi­mo­wej, je­stem głę­boko prze­ko­nany, że Ame­ryka po­stą­piła słusz­nie, wkra­cza­jąc do Ko­rei w czerwcu 1950 roku. Rządy Li Syng Mana i jego na­stęp­ców miały wiele nie­do­cią­gnięć. Nie ulega wszakże wąt­pli­wo­ści, że lud­ność Ko­rei Po­łu­dnio­wej żyje w nie­po­rów­na­nie lep­szych wa­run­kach niż miesz­kańcy Pół­nocy. Obrońcy swo­bód oby­wa­tel­skich słusz­nie wy­su­wają za­strze­że­nia, że prawa czło­wieka 35-mi­lio­no­wej lud­no­ści Ko­rei Po­łu­dnio­wej nie są w pełni prze­strze­gane. Nie­mniej trudno za­prze­czyć, że względna wol­ność w dą­że­niu do oso­bi­stej po­myśl­no­ści czy w wy­bo­rze za­wodu jest lep­sza od ab­so­lut­nej ty­ra­nii. Ko­rea Pół­nocna na­dal za­li­cza się do naj­bied­niej­szych, naj­bez­względ­niej rzą­dzo­nych, re­stryk­cyj­nych i za­twar­dziale sta­li­now­skich spo­łe­czeństw na świe­cie. Ko­rea Po­łu­dniowa, na­wet jak na wa­runki azja­tyc­kie, na­leży do naj­dy­na­micz­niej roz­wi­ja­ją­cych się spo­łe­czeństw uprze­my­sło­wio­nych, które wy­biły się w cza­sie jed­nego po­ko­le­nia. Wojna ko­re­ań­ska, która to­czyła się w la­tach 1950–1953, utwier­dza­jąc kształt dwóch dzi­siej­szych państw ko­re­ań­skich, to jedno z naj­waż­niej­szych i ma­ją­cych naj­więk­sze zna­cze­nie starć zbroj­nych tego stu­le­cia. Jego uczest­ni­kom od dawna do­skwiera po­czu­cie, że świat lekce so­bie waży ich cier­pie­nia i osią­gnię­cia. Mam na­dzieję, że książka ta przy­naj­mniej w ja­kimś stop­niu to na­prawi.

Max Ha­stings

Gu­ils­bo­ro­ugh Lodge

Nor­thamp­ton­shire

sty­czeń 1987

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

Spis źró­deł ilu­stra­cji

Im­pe­rial War Mu­seum: s. 12

US Na­tio­nal Ar­chi­ves: s. 9

Ad­no­ta­cje i przy­pisy

Przed­mowa

[1] W tłu­ma­cze­niu na ję­zyk pol­ski pi­sow­nia na­zwisk we­dług or­to­gra­fii pol­skiej.