Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Gniazdo żmij - ebook

Tłumacz:
Data wydania:
5 lipca 2023
Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Czytaj fragment
Pobierz fragment
29,00

Gniazdo żmij - ebook

Starszy mężczyzna zostaje znaleziony martwy w jadalni letniego domu nad morzem. Nie dość, że ma ranę postrzałową z tyłu głowy, okazuje się, że dosypano mu do kawy trucizny. Syn, który odkrył ciało, wydaje się mieć najwięcej do zyskania na przedwczesnej śmierci ojca, ale gdy Montalbano dowiaduje się więcej o haniebnym życiu ofiary, odkrywa, że połowa Vigàty miała motyw do zamordowania denata.

I kim jest tajemniczy włóczęga o nienagannych manierach, którego komisarz zastał pewnego ranka na werandzie swojego domu?

Kategoria: Kryminał
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-7392-846-6
Rozmiar pliku: 1,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Roz­dział pierw­szy

Nie ule­gało wąt­pli­wo­ści, że ten gę­sty las, w któ­rym nie wie­dzieć jak i dla­czego zna­leźli się z Li­vią, był la­sem dzie­wi­czym, bo dzie­sięć me­trów wcze­śniej zo­ba­czyli przy­bitą na drze­wie ta­blicę, na któ­rej li­te­rami wy­pa­lo­nymi ogniem na­pi­sano: las dzie­wi­czy. Przy­po­mi­nali Adama i Ewę, bo oboje byli go­lu­sieńcy i tylko swoje tak zwane czę­ści wsty­dliwe, choć na do­brą sprawę nie miały w so­bie nic wsty­dli­wego, przy­kryli kla­sycz­nymi list­kami fi­go­wymi. Li­ście owe ku­pili na stra­ga­nie przy wej­ściu za jedno euro od sztuki. Były tro­chę sztywne, bo zro­biono je z pla­stiku, i ob­cie­rały przy no­sze­niu. Naj­bar­dziej uciąż­liwe było jed­nak cho­dze­nie boso.

W miarę jak za­głę­biali się w las, Mon­tal­bano na­bie­rał co­raz więk­szego prze­ko­na­nia, że już kie­dyś był w tym miej­scu. Ale kiedy? Oświe­cił go wi­dok głowy lwa, wy­chy­la­ją­cej się spo­mię­dzy drzew, które nie były drze­wami, tylko ol­brzy­mimi pa­pro­ciami.

– Wiesz, gdzie się znaj­du­jemy, Li­vio?

– No pew­nie, w le­sie dzie­wi­czym. Wi­dzie­li­śmy ta­blicę.

– Tak, tylko że to jest na­ma­lo­wany las!

– Jak to na­ma­lo­wany?

– Znaj­du­jemy się w Śnie, sław­nym ob­ra­zie Cel­nika Ro­us­seau!

– Od­biło ci?

– Prze­ko­nasz się, że mam ra­cję, za­raz na pewno na­tkniemy się na Ja­dwigę.

– I niby skąd znasz tę ko­bietę? – spy­tała po­dejrz­li­wie Li­via.

I rze­czy­wi­ście, tuż po­tem na­po­tkali nagą Ja­dwigę wy­cią­gniętą na so­fie. Na ich wi­dok pod­nio­sła pa­lec do ust, na­ka­zu­jąc im mil­cze­nie, i po­wie­działa:

– Za­raz się za­cznie.

Na ga­łęzi drzewa usiadł ptak, być może sło­wik. Ukło­nił się wdzięcz­nie go­ściom i za­czął śpie­wać Il cielo in una stanza.

Sło­wik śpie­wał prze­pięk­nie, mo­du­lo­wał naj­trud­niej­sze nuty le­piej, niż zdo­ła­łaby to uczy­nić sama Mina. Nie­wąt­pli­wie im­pro­wi­zo­wał, ale z wdzię­kiem praw­dzi­wego ar­ty­sty.

Po­tem roz­legł się huk, je­den, drugi i trzeci jesz­cze gło­śniej­szy. Mon­tal­bano prze­bu­dził się gwał­tow­nie.

Za­czął wy­kli­nać pod no­sem, bo zro­zu­miał, że roz­pę­tała się gwał­towna bu­rza. Jedna z tych, które za­po­wia­dają ko­niec lata.

Ale ja­kim cu­dem, w tym okrop­nym ha­ła­sie i już obu­dzony, wciąż sły­szał ptaka śpie­wa­ją­cego Il cielo in una stanza? To po pro­stu nie było moż­liwe.

Wstał z łóżka, zer­k­nął na ze­ga­rek. Było wpół do siód­mej rano. Skie­ro­wał się na we­randę, to stam­tąd do­cho­dziły trele. Ale to nie był ptak, tylko męż­czy­zna, który umiał gwiz­dać jak ptak. Mon­tal­bano otwo­rzył drzwi bal­ko­nowe na we­randę.

Za­stał na niej wy­cią­gnię­tego na pod­ło­dze pięć­dzie­się­cio­latka w nędz­nym ubra­niu i po­dar­tej ma­ry­narce. Długa broda i gąszcz skoł­tu­nio­nych si­wych wło­sów upo­dab­niały go do Moj­że­sza. Obok niego le­żał wo­rek. Włó­częga, nie było co do tego wąt­pli­wo­ści.

Gdy uj­rzał Mon­tal­bana, usiadł i spy­tał:

– Czy zbu­dzi­łem pana? Bar­dzo mi przy­kro. Schro­ni­łem się tu­taj przed desz­czem. Je­śli prze­szka­dzam, za­raz so­bie pójdę.

– Ależ nie, może pan zo­stać – od­po­wie­dział ko­mi­sarz.

Ude­rzył go spo­sób mó­wie­nia męż­czy­zny. Nie tylko po­słu­gi­wał się po­prawną włosz­czy­zną, ale też wy­sła­wiał się kul­tu­ral­nie.

Ja­koś nie­zręcz­nie było ko­mi­sa­rzowi za­mknąć drzwi bal­ko­nowe przed no­sem nie­zna­jo­mego, dla­tego zo­sta­wił je uchy­lone i po­szedł za­pa­rzyć so­bie kawę.

Wy­pił fi­li­żankę i ogar­nęły go wy­rzuty su­mie­nia. Na­lał kawy do dru­giej i za­niósł ją na we­randę.

– To dla mnie? – zdzi­wił się włó­częga, wsta­jąc z pod­łogi.

– Tak.

– Bar­dzo dzię­kuję!

Bio­rąc prysz­nic, Mon­tal­bano po­my­ślał, że ten bie­dak pew­nie nie miał oka­zji się umyć nie wia­domo od jak dawna. Kiedy skoń­czył to­a­letę, wró­cił na we­randę. Da­lej lało jak z ce­bra.

– Chciałby pan wziąć prysz­nic?

Męż­czy­zna po­pa­trzył na niego ze zdu­mie­niem.

– Mówi pan po­waż­nie?

– Po­waż­nie.

– O ni­czym in­nym nie ma­rzę, uwie­rzy pan? Będę panu bar­dzo wdzięczny.

Mó­wił nad wy­raz kul­tu­ral­nie, aby był tym, na kogo wy­glą­dał. Nie­zna­jomy schy­lił się po swój wo­rek i ru­szył za ko­mi­sa­rzem. Ja­kim spo­so­bem ten naj­wy­raź­niej wy­kształ­cony czło­wiek do­pro­wa­dził się do ta­kiego stanu?

Kiedy męż­czy­zna wy­szedł z ła­zienki, miał na so­bie czy­stą ko­szulę, cho­ciaż i ona pruła się przy koł­nie­rzyku i man­kie­tach. Uśmiech­nął się do Mon­tal­bana.

– Czuję się jak nowo na­ro­dzony.

Po­tem skło­nił się lekko i do­dał:

– Po­zwoli pan? Na­zy­wam się So­va­stano.

– Miło mi. Mon­tal­bano – od­po­wie­dział ko­mi­sarz, po­da­jąc mu rękę.

Tam­ten, za­nim po­dał mu swoją, in­stynk­tow­nie wy­tarł ją o spodnie, jak gdyby chciał ją wy­czy­ścić. Uśmiech­nął się po­now­nie, bra­ko­wało mu zęba z przodu.

– Wie pan, ja pana znam. Któ­re­goś wie­czoru w ba­rze wi­dzia­łem pana w te­le­wi­zji.

– No tak – uciął Mon­tal­bano – mu­szę iść do pracy.

Męż­czy­zna zro­zu­miał od razu. Schy­lił się po swój wo­rek i wy­szedł na we­randę.

– Pa­nie ko­mi­sa­rzu, czy mógł­bym tu zo­stać, do­póki pada deszcz? Moje tak zwane miesz­ka­nie jest tuż obok, ale w tym desz­czu... Pan tym­cza­sem może wszystko po­za­my­kać.

– Je­śli pan chce, mogę pana pod­wieźć.

– Dzię­kuję, ale to by­łoby dość skom­pli­ko­wane.

– Dla­czego?

– Miesz­kam w gro­cie, w po­ło­wie wy­so­ko­ści mar­glo­wego wzgó­rza tuż za pana do­mem.

No tak, za­wsze le­piej spać w gro­cie niż w kar­to­no­wej bu­dzie pod ko­lum­nami ra­tu­sza.

Ko­mi­sarz wy­cią­gnął z kie­szeni port­fel, wy­jął z niego dwa­dzie­ścia euro i po­dał męż­czyź­nie.

– Nie, dzię­kuję, już i tak zbyt wiele pan dla mnie zro­bił – od­mó­wił tam­ten.

Mon­tal­bano nie na­le­gał.

Kiedy za­my­kał drzwi bal­ko­nowe, usły­szał, że męż­czy­zna znowu za­czął gwiz­dać.

Do­bry był, nie ma co. Pra­wie tak uta­len­to­wany jak ten sło­wik ze snu.

Gdy tylko Ca­ta­rella uj­rzał Mon­tal­bana wcho­dzą­cego do ko­mi­sa­riatu, odło­żył słu­chawkę te­le­fonu i wy­krzyk­nął:

– Oj, pa­nie ko­mi­sa­rzu, pa­nie ko­mi­sa­rzu! Ja wła­śnie do pana w pań­skim domu te­le­fo­nić za­mia­ro­wa­łem!

– Co się stało?

– Mor­der­stwo się stało! Fa­zio on przed ma­leńką chwilą na miej­sce się udał! Wielce chciał, aby pan z nim na miej­sce się udał także. I z ta­kiego po­wodu ja te­le­fo­nić do pana za­mia­ro­wa­łem w pana wła­snym domu o pierw­szym świ­cie!

– No do­brze, to gdzie jest to miej­sce?

– Ja so­bie wy­pi­sa­łem na kar­teczce. O tu­taj. Willa Pa­riella, gmina To­sa­cane.

– A gdzie jest ta willa?

– W gmi­nie To­sa­cane, pa­nie ko­mi­sa­rzu.

– Tak, ale gdzie jest ta gmina?

– A bo ja wiem?

– Słu­chaj, za­dzwoń do Fa­zia i daj mi go.

Kie­ru­jąc się wska­zów­kami udzie­lo­nymi mu przez Fa­zia, Mon­tal­bano do­tarł do willi Ma­rielli, bo Ca­ta­rella oczy­wi­ście prze­krę­cił na­zwę, do­piero po trzech kwa­dran­sach. Na dro­dze był duży ruch i wciąż pa­dał rzę­si­sty deszcz, więc wszy­scy mu­sieli je­chać wol­niej.

Jed­no­pię­trowy dom stał przy ulicy bie­gną­cej wzdłuż plaży. Brama była otwarta i pod por­ty­kiem, obok dwóch in­nych sa­mo­cho­dów, za­par­ko­wany był wóz po­li­cyjny. Po­nie­waż wciąż lało jak z ce­bra i Mon­tal­bano nie chciał się zmo­czyć, on także wje­chał do środka i za­par­ko­wał obok po­zo­sta­łych aut.

Wła­śnie wy­sia­dał, kiedy na progu po­ja­wił się Fa­zio.

– Dzień do­bry, pa­nie ko­mi­sa­rzu.

– To­bie wy­daje się do­bry?

– Nie, ale tak się mówi.

– Co się stało?

– Za­mor­do­wano wła­ści­ciela willi, księ­go­wego Co­sima Bar­lettę.

– Kto jest w środku?

– Gallo, nie­bosz­czyk i jego syn Ar­turo. To on od­krył ciało.

– Za­wia­do­mi­łeś wszyst­kich?

– Tak jest. Pięć mi­nut temu.

Ko­mi­sarz wszedł do willi, Fa­zio za nim.

W pierw­szym po­koju, dość du­żym i naj­wy­raź­niej słu­żą­cym za ja­dal­nię, znaj­do­wali się Gallo i czter­dzie­sto­la­tek w oku­la­rach, chudy i bez­barwny, wła­ści­ciel jed­nej z tych twa­rzy, które za­po­mina się za­raz po ich uj­rze­niu. Schludny, ele­gancko ubrany, pa­lił pa­pie­rosa i nie wy­glą­dał na zmar­twio­nego w naj­mniej­szym stop­niu tym, co przy­da­rzyło się jego ojcu.

– Na­zy­wam się Ar­turo Bar­letta.

– Prze­pra­szam, kim jest Ma­riella?

Tam­ten po­pa­trzył na ko­mi­sa­rza zdu­miony.

– Nie wiem... nie ro­zu­miem...

– Prze­pra­szam, za­py­ta­łem, bo willa tak się na­zywa...

Ar­turo Bar­letta pal­nął się dło­nią w czoło.

– No wi­dzi pan, w ta­kiej chwili czło­wiek nie my­śli... Ma­riella to było imię mo­jej bied­nej mamy.

– Zmarła?

– Tak. Pięć lat temu. To był wy­pa­dek.

– Jaki wy­pa­dek?

– Uto­nęła w mo­rzu. Może źle się po­czuła, pły­wa­jąc. To się zda­rzyło tu­taj przed do­mem.

– Gdzie jest nie­bosz­czyk? – spy­tał Mon­tal­bano Fa­zia.

– W kuchni. Pro­szę za mną.

W sa­lo­nie znaj­do­wały się schody pro­wa­dzące na pierw­sze pię­tro, po le­wej stro­nie drzwi do kuchni, a z pra­wej drzwi pro­wa­dzące do ła­zienki.

Kuch­nia była ob­szerna i za­pewne na co dzień miesz­kańcy willi tam wła­śnie spo­ży­wali po­siłki.

Wszystko było w ide­al­nym po­rządku, tylko na stole le­żała prze­wró­cona fi­li­żanka, z któ­rej wy­lała się resztka kawy i po­bru­dziła ob­rus.

Świę­tej pa­mięci Co­simo Bar­letta zo­stał za­mor­do­wany, kiedy sie­dział przy stole, pi­jąc so­bie kawę, któ­rej mor­derca nie dał mu skoń­czyć.

Po­je­dyn­czy strzał w po­ty­licę od­dany tuż przy gło­wie.

Nie­mal eg­ze­ku­cja.

Siła wy­strzału zrzu­ciła męż­czy­znę z krze­sła i ciało le­żało te­raz na boku, z no­gami pod sto­łem. Żeby zo­ba­czyć twarz zmar­łego, Mon­tal­bano także mu­siał po­ło­żyć się na pod­ło­dze. Nie­wiele jed­nak było do zo­ba­cze­nia, na­bój prze­bił czaszkę i wy­szedł nad no­sem, w re­zul­ta­cie bra­ko­wało jed­nego oka i czę­ści czoła. Bez wąt­pie­nia mor­derca, je­śli tylko nie był kar­łem, strze­lił, uno­sząc lekko lufę do góry, w prze­ciw­nym ra­zie tra­jek­to­ria strzału by­łaby inna.

Na pod­ło­dze nie było jed­nak dużo krwi.

Ko­mi­sarz wró­cił do ja­dalni. Ar­turo cały czas pa­lił.

– Pro­szę usiąść. Chciał­bym za­dać panu kilka py­tań.

– Oczy­wi­ście.

– Po­wie­dziano mi, że to pan od­krył ciało za­mor­do­wa­nego ojca.

– Tak.

– Pro­szę mi opo­wie­dzieć, jak to się stało.

– Miesz­kam w Mon­te­lu­sie i...

– Kim pan jest z za­wodu?

– Je­stem za­trud­niony jako księ­gowy w du­żej fir­mie bu­dow­la­nej, „Sy­cy­lij­ska wio­sna”. Zna ją pan?

– Nie. Jest pan żo­naty?

– Tak.

– Ma pan dzieci?

– Nie.

– Pro­szę mó­wić da­lej.

– Te­le­fo­no­wa­li­śmy do sie­bie każ­dego dnia. Wczo­raj wie­czo­rem za­dzwo­nił do mnie, żeby mnie uprze­dzić, że bę­dzie spać tu­taj, bo dzi­siaj rano chciał zro­bić po­rządki w willi.

– W ja­kim sen­sie?

– No cóż, lato się skoń­czyło i wo­bec tego...

– W zi­mie ni­gdy tu nie przy­jeż­dżał?

– Ależ tak, w każdą so­botę. Ale po­nie­waż ostat­nio prze­by­wała tu moja sio­stra z dwoj­giem dzieci, może zro­bili tro­chę ba­ła­ganu, a oj­ciec był bar­dzo...

– Jak się na­zywa pana sio­stra?

– Gio­vanna. Jest żoną przed­sta­wi­ciela han­dlo­wego i także mieszka w Mon­te­lu­sie.

– Pro­szę mó­wić da­lej.

– No więc tata za­dzwo­nił do mnie wczo­raj wie­czo­rem...

– O któ­rej go­dzi­nie?

– Za­raz po dzie­wią­tej. Zjadł już ko­la­cję u sie­bie w domu, w Vi­ga­cie i...

– Oże­nił się po­now­nie?

– Nie.

– Miesz­kał sam?

– Tak.

– Ile miał lat?

– Sześć­dzie­siąt trzy.

– Pro­szę mó­wić da­lej.

– Co to ja... prze­pra­szam, cały czas mi pan prze­rywa i stra­ci­łem wą­tek.

– Po­wie­dział pan, że oj­ciec za­dzwo­nił po dzie­wią­tej.

– Ach, tak, wła­śnie. Po­wie­dział, że prze­śpi się tu­taj. Wo­bec tego za­pro­po­no­wa­łem, że rano przy­jadę, aby mu po­móc.

– Z żoną?

Ar­turo Bar­letta tro­chę się zmie­szał.

– Z moją żoną oj­ciec się...

– Ro­zu­miem. I co po­tem?

– Przy­je­cha­łem o ósmej rano i...

– Sa­mo­cho­dem?

– Tak. Tym zie­lo­nym. Ama­ran­towy na­leży do taty. Drzwi wej­ściowe były za­mknięte. Otwo­rzy­łem je swoim klu­czem i...

– Pań­ska sio­stra także ma klu­cze od domu?

– Tak, my­ślę, że tak.

– Za­uwa­żył pan coś dziw­nego po wej­ściu?

– Nie... to zna­czy tak.

– Co ta­kiego?

– Że okien­nice są za­mknięte, a świa­tło za­pa­lone. Po­my­śla­łem, że tata pew­nie jesz­cze śpi i za­po­mniał zga­sić świa­tło. Wsze­dłem na górę, łóżko było nie­po­ście­lone, ale pu­ste. Wo­bec tego zsze­dłem na dół, zaj­rza­łem do kuchni i tam go zo­ba­czy­łem.

– Co pan zro­bił?

– Nie ro­zu­miem.

– Co pan zro­bił? Za­czął pan krzy­czeć? Pod­biegł do ojca, żeby spraw­dzić, czy jesz­cze żyje? Czy jesz­cze coś in­nego?

– Nie pa­mię­tam, czy krzyk­ną­łem. Na pewno jed­nak nie do­tkną­łem ojca.

– Dla­czego? To chyba od­ruch?

– Tak, ale wi­dzi pan, wy­star­czyło mi się schy­lić i po­pa­trzeć... Nie miał po­łowy twa­rzy i od razu zro­zu­mia­łem, że nie...

– Pro­szę po­wie­dzieć, co pan zro­bił.

– Wy­bie­głem z kuchni. Nie by­łem w sta­nie... Za­trzy­ma­łem się w ja­dalni i stąd za­dzwo­ni­łem.

– Z tego apa­ratu? – spy­tał Mon­tal­bano, wska­zu­jąc na te­le­fon sto­jący na sto­liku.

– Tak.

– Po­wie­dział pan, że po wej­ściu za­uwa­żył pan, że świa­tło jest włą­czone. Pa­liło się także w kuchni?

– Tak mi się wy­daje.

– Mu­siało być za­pa­lone, skoro okien­nice były za­mknięte.

– Pew­nie było za­pa­lone.

– Pój­dziemy na górę? – za­su­ge­ro­wał Fa­ziowi Mon­tal­bano.

We­szli po scho­dach.

Na pierw­szym pię­trze znaj­do­wały się dwie sy­pial­nie mał­żeń­skie i mniej­szy po­kój, do któ­rego wsta­wiono pię­trowe łóżko, oraz ła­zienka. W pierw­szej sy­pialni łóżko było nie­po­ście­lone, tak jak po­wie­dział Ar­turo.

Za­po­mniał jed­nak do­dać, że naj­wy­raź­niej spały w nim dwie osoby.

W po­zo­sta­łych po­ko­jach pa­no­wał ide­alny po­rzą­dek, na­to­miast dwa wiel­kie białe ręcz­niki ką­pie­lowe w ła­zience były jesz­cze wil­gotne. Dwie osoby wzięły ra­zem prysz­nic.

Po­li­cjanci ze­szli znowu do ja­dalni.

– Pana oj­ciec miał ko­chankę?

– Nic mi o tym nie wia­domo.

– Jed­nak tej nocy ktoś z nim spał. Nie wi­dział pan łóżka?

– Tak, ale nie zwró­ci­łem na to uwagi.

– Pro­szę się nie ob­ra­zić, ale nie jest po­wie­dziane, że osoba, która spała z pana oj­cem, mu­siała być ko­bietą.

Ar­turo Bar­letta uśmiech­nął się lekko.

– Mo­jemu ojcu po­do­bały się tylko ko­biety.

– Prze­cież do­piero co po­wie­dział pan, że nie miał ko­chanki.

– Bo my­śla­łem, że pan my­śli o sta­łym związku. On był... no, żad­nej nie prze­pu­ścił, je­śli tylko mógł. I lu­bił młode. Moja sio­stra czę­sto się z nim kłó­ciła z tego po­wodu.

– Czym zaj­mo­wał się pana oj­ciec?

Ar­turo Bar­letta jakby się za­wa­hał.

– Wie­loma rze­czami.

– Pro­szę ja­kieś wy­mie­nić.

– No... miał hur­tow­nię drewna... miał udziały w ja­kimś su­per­mar­ke­cie... był wła­ści­cie­lem z dzie­się­ciu miesz­kań wy­naj­mo­wa­nych w Vi­ga­cie i w Mon­te­lu­sie...

– To zna­czy, że był bo­gaty.

– Po­wiedzmy do­brze sy­tu­owany.

– Chciałby pan się ro­zej­rzeć, żeby po­wie­dzieć nam, czy cze­goś nie bra­kuje?

– Już to zro­bi­łem, kiedy na was cze­ka­łem. Nie wy­daje mi się, żeby coś znik­nęło.

– Pana oj­ciec miał wro­gów?

– No... tego bym nie wy­klu­czył.

– Bo?

– Tata nie miał ła­twego cha­rak­teru. A kiedy chciał ubić ja­kiś in­te­res, po­tra­fił się nie pa­tycz­ko­wać.

– Ro­zu­miem.

Mon­tal­bano za­milkł na chwilę, po czym zwró­cił się do Fa­zia.

– Czy są ślady wła­ma­nia na drzwiach albo na oknach?

– Żad­nego, pa­nie ko­mi­sa­rzu.

– Czyli tata mu­siał mu otwo­rzyć – wtrą­cił Ar­turo.

Ko­mi­sarz po­pa­trzył na niego z na­my­słem.

– Tak pan są­dzi? Drzwi mo­gła otwo­rzyć osoba, która spała z pana oj­cem. Nie można też wy­klu­czyć, że mor­derca miał swój klucz.

Bar­letta nie od­po­wie­dział.

– Pro­szę po­dać Fa­ziowi swój ad­res i te­le­fon, a także na­miary pana sio­stry.

Po­tem po­wie­dział do Fa­zia:

– Wra­cam do ko­mi­sa­riatu. Ty po­cze­kaj tu na pro­ku­ra­tora i resztę. Zo­ba­czymy się póź­niej. Na ra­zie.

Deszcz jesz­cze przy­brał na sile.

------------------------------------------------------------------------

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

------------------------------------------------------------------------W wy­da­niu pa­pie­ro­wym do­stępne są
na­stę­pu­jące książki z cy­klu o ko­mi­sa­rzu Mon­tal­bano:

SKRZY­DŁA SFINKSA
2013

ŚLAD NA PIA­SKU
2013

POLE GARN­CA­RZA
2014

WIEK WĄT­PLI­WO­ŚCI
2015

ŚMIERĆ NA OTWAR­TYM MO­RZU
2016

TA­NIEC MEWY
2017

UŚMIECH AN­GE­LIKI
2020

ŚWIETLNE OSTRZE
2021

KSZTAŁT WODY
2007 / 2021

PIES Z TE­RA­KOTY
2022

GŁOSY NOCY
2022

ZŁO­DZIEJ KA­NA­PEK
2023

Za­równo te, jak i po­zo­stałe ty­tuły z se­rii,
do­stępne są w for­mie ebo­oków na noir.pl
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: