"Opowiadania w liczbie pojedynczej" Tomasza Majzela to zbiór skomponowany z migawkowych anegdot, garstki wierszy, pojedynczych opowieści, ale także rozbudowanych, niemal samodzielnych mikrocykli. Wszystkie teksty łączą utrwalone w nich stany: zwykłość, monotonia, samotność, beznadzieja, lęk, zakłopotanie, niepewność, niespełnienie. To figury wewnętrznego napięcia lub duchowej erozji współczesnego człowieka, wplątanego w tryby ekonomiczno-społecznej machiny, wtłoczonego w rzeczywistość skompresowaną do małomiejskich kwartałów, uwikłanego w mitopodobne złudzenia kultury masowej, w konsekwencji – egzystencjalnie nienasyconego, tragicznie rozdartego między życiem a śmiercią, oczekiwaniem a pustką. Od narodzin – skutkujących otwarciem puszki Pandory albo wypuszczeniem kota z worka – do smutnego końca; od przebudzenia do przebudzenia, od zakupów do zakupów. Właśnie za takimi niewymyślonymi, niewymuszonymi, bezpretensjonalnie opowiedzianymi przez Tomasza Majzela historiami, w których kwestie zasadnicze pojawiają się bez jakiegokolwiek zadęcia i są wkomponowane w nierzadko ironiczne i niepozbawione cynizmu narracje wymagające solidnego namysłu, kryje się podstawowa dana współczesności – pulsujący jawną tęsknotą i skrywanym cierpieniem mikrokosmos żywych istot i ich pogrążonych w bezruchu, zmartwiałych światów. z posłowia Anny Kapuścińskiej