Mirosław Orzechowski nie jest bohaterem bez skazy. Uciekł z frontu, lecz nie od tragicznych wspomnień. Teraz próbuje ocalić duszę i poskładać się na nowo, gdyż życie wydaje się nic niewarte. Modlimy się, Panie to intymna spowiedź weterana Wielkiej Wojny, który kryje się w cudzej sutannie i prosi Boga nie o cud, lecz o sens. Nocami wracają okopy: błoto, huk artylerii, zapach krwi. Koszmary budzą go szybciej niż dzwony na wieży kościelnej. W powojennej galicyjskiej codzienności Mirosław zmaga się z winą, wstydem i miłością do Herberta - uczuciem, którego nie da się zagłuszyć. To powieść o pożądaniu skrytym pod sutanną i o wierze szukanej w oparach morfiny. O próbie odnalezienia sensu, gdy jedyną odpowiedzią pozostaje cisza.