Wojna Hannibala. Historia militarna drugiej wojny punickiej - John Lazenby - ebook

Wojna Hannibala. Historia militarna drugiej wojny punickiej ebook

John Lazenby

4,5

Opis

Każdy, kto pisze książkę na temat podobny do wojny hannibalskiej, mieszczący się w ramach historii starożytnej, powinien mieć świadomość, że trudno – o ile w ogóle jest to możliwe – przedstawić całkowicie nową interpretację. Byłbym ostatnim, który upierałby się przy wielkiej oryginalności tej książki, z wyjątkiem, być może, kilku szczegółowych kwestii. W większości aspektów wojny bazuję na badaniach poprzedników. Tak naprawdę próbowałem zrobić dwie rzeczy: po pierwsze poprowadzić szczegółową narrację, bazującą na solidnych, oryginalnych źródłach, przede wszystkim przekazach Polibiusza i Liwiusza. Czasami istotnie będzie się wydawało, że zbyt bezkrytycznie podchodzę do źródeł, szczególnie do Polibiusza, na przykład w sprawie przytaczanych przez niego liczb. Jeśli jednak odrzucimy informacje podawane przez naszego głównego autora, możemy porzucić każdą próbę napisania historii: większość „rekonstrukcji” tego, co „musiało” się wydarzyć, jest niewiele lepszych od powieści historycznych i może doprowadzić do całkowitego absurdu, jakim jest uwaga Delbrücka, że „niektóre fragmenty dzieła Herodota (o bitwie pod Salaminą) tak mocno współgrają z istotą sprawy, że możemy je zaakceptować”.

Z Przedmowy Autora

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 809

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,5 (6 ocen)
4
1
1
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.

Popularność




zakupiono w sklepie:

Sklep Testowy

identyfikator transakcji:

1645559279544973

e-mail nabywcy:

[email protected]

znak wodny:

Seria

Best of Napoleon V

Tytuł oryginału

Hannibal’s War: A Military History of the Second Punic War

© Copyright 1998

John F. Lazenby

© All Rights Reserved

Published by agreement with The University Press of Kentucky

© Copyright for Polish Edition

Wydawnictwo NapoleonV

Oświęcim 2017

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Tłumaczenie i redakcja naukowa:

Tomasz Ładoń

Korekta:

Monika Ładoń

Redakcja techniczna:

Mateusz Bartel

Strona internetowa wydawnictwa:

www.napoleonv.pl

Kontakt:[email protected]

Numer ISBN: 978-83-7889-550-3

Skład wersji elektronicznej:

Kamil Raczyński

konwersja.virtualo.pl

SPIS RYCIN

I. Rodan w Beaucaire płynący w kierunku Tarascon

II. Zbieg Rodanu i Izery w Valence

III. Gorges de la Bourne

IV. Col de Clapier

V. Jezioro Trazymeńskie

VI. Góry: Kallikula i Tifata

VII. Kanny

VIII. Syrakuzy

IX. Lamia i Akrokorynt

SPIS MAP I PLANÓW

1. Konfederacja rzymska (północ)

2. Konfederacja rzymska (południe)

3. Szlak Hannibala w trakcie przeprawy przez Alpy

4. Północna Italia

5. Trebia

6. Jezioro Trazymeńskie

7. Południowa Italia

8. Kallikula

9. Kanny

10. Sycylia

11. Syrakuzy

12. Tarent

13. Marsz Hannibala na Rzym w 211 roku

14. Hiszpania

15. Kartagena

16. Bekula

17. Manewry Scypiona pod Ilipą

18. Grecja

19. Kampania nad Metaurusem

20. Tunezja

21. Bitwa na Wielkich Równinach

PRZEDMOWA DO EDYCJI BROSZUROWEJ

Historia wojskowości, po kilku latach względnych zaniedbań, znów zyskała uznanie i popularność, czego dowodem są publikowane ostatnio różnego rodzaju „przewodniki” i „encyklopedie”. We własnej biblioteczce posiadam The Guinness Encyclopedia of Warfare (1991), czwarte wydanie The Collins Encyclopedia of Military History (1993), The Cambridge Illustrated History of Warfare (1995) iThe Reader’s Companion to Military History (1996); wkrótce zostanie opublikowany Oxford Companion to Military History1. Żadna z tych publikacji nie pomija historii wojskowości antycznej, a w nowym wydaniu Oxford Classical Dictionary (1996) znalazło się nawet kilka dodatkowych haseł z tej tematyki. W przygotowaniu jest również The Hutchinson Dictionary of Ancient and Medieval Warfare2. Kolekcję uzupełniają także: książka Petera Connolly’ego Greece and Rome at War (1981) iWarfare in the Ancient World wydana przez generała sir Johna Hacketta (1989).

Fascynacją tak uczonych, jak i laików nieustannie cieszy się Hannibal i druga wojna punicka. Ma w tym swój udział nawet szef brytyjskiego Sztabu Generalnego Nigel Bagnall, o czym świadczy wydana przez niego książka The Punic Wars (1990); z kolei w sierpniu 1996 roku w programie telewizyjnym Timewatch, pokazanym przez stację BBC, dowódca sił sprzymierzonych w okresie I wojny w Zatoce Perskiej, generał Norman Schwarzkopf, stwierdził, że zawsze inspirował go Hannibal. Mniej więcej w tym samym czasie zostałem poproszony, żeby wygłosić wykład o strategii i taktyce Hannibala w Royal Air Force School of Fighter Control, a w 1997 roku Hannibal stał się głównym bohaterem co najmniej dwóch konferencji, z których jedna odbyła się w Londynie, a druga w Bari. W 1993 roku Greenhill Books wznowiło nawet dwutomowe dzieło pułkownika Theodora Ayraulta Dodge’a Hannibal (pierwsze wydanie w 1891 roku).

Mimo że nie znalazłem żadnych szczególnych powodów do radykalnej zmiany swych poglądów od czasu pierwszego wydania książki w 1978 roku, wznowienie jej w nowym formacie jest doskonałą okazją do przyjrzenia się niektórym ostatnim publikacjom dotyczącym wojny z Hannibalem – choć oczywiście nie twierdzę, że poznałem je wszystkie. Wyczerpujące bibliografie można znaleźć w ósmym tomie drugiego wydania Cambridge Ancient History (1989), w książce Jakoba Seiberta Hannibal (1993) oraz w pracy zbiorowej The Second Punic War: A Reappraisal pod redakcją Tima Cornella, Borisa Rankowa i Philipa Sabina (Bulletin of the Institute of Classical Studies [BICS] Supplement 67, 1996). Wszystkie trzy wojny punickie stały się przedmiotem drobiazgowego dzieła Y. Le Boheca Histoire militaire des guerres puniques (1996).

W BICS Supplement 67 opublikowano referaty wygłoszone na konferencji w London Institute of Classical Studies, w tym także mój, zatytułowany Was Maharbal right? Usiłowałem w nim nieco wzmocnić moje poglądy na temat strategii Hannibala, zasugerowałem jednak także, że niekoniecznie liczył na szybkie zakończenie wojny i mógł co najmniej przewidywać, że się ona przeciągnie. W końcu tak samo jak Rzym nie został zbudowany jednego dnia, tak i Hannibal, jeśli czegokolwiek nauczył się od swego ojca, to z pewnością tego, że jednego dnia Rzym nie upadnie. Oceniając jego strategię, często zapomina się, że być może największy z jej sukcesów miał miejsce dopiero w 209 roku, kiedy dwanaście spośród osiemnastu kolonii latyńskich odmówiło dalszego słania kontyngentów do armii rzymskiej. Wtedy także naprawdę mocno musiały stać się odczuwalne, przewidywane co najmniej od trzech lat, kłopoty Rzymian w Etrurii, gdyż do ich zbadania wysłany został tam sam konsul-elekt na 208/207 rok, M. Klaudiusz Marcellus, a z Arrecjum wzięto zakładników. W 207/206 podobne podejrzenia kierowano względem Umbrii.

Rzecz jasna do zmiany zdania o strategii Hannibala nie przekonały mnie dwa krytyczne artykuły B.D. Hoyosa: Hannibal: What kind of genius? („Greece and Rome” 30, 1983, s. 171 nn.) i Hannibal’s War: Illusions and Ironies („Ancient History” 19, 1989, s. 87 nn.). Według mnie w obu autor zbyt śmiało zakłada, że Hannibal był w stanie kontrolować cały kartagiński wysiłek wojenny i że na przykład za niepowodzenia kartagińskiej floty albo nieudane próby wysłania mu pomocy z Afryki lub Hiszpanii w jakiś sposób był odpowiedzialny. Hoyos, utrzymując, że siłą Kartaginy było prowadzenie wojny na morzu, zdaje się także zapominać, że w pierwszej wojnie punickiej Kartagina została całkowicie pokonana właśnie na morzu i najwyraźniej nigdy później nie miała ani odwagi, ani możliwości, by się Rzymowi na morzu przeciwstawić. Nie chodzi o to, że Hannibal był szczurem lądowym nierozumiejącym potęgi morskiej; na flocie kartagińskiej nie można było po prostu wówczas polegać, co stało się jasne, kiedy Bomilkar odmówił podjęcia walki z Marcellusem koło przylądka Pachynum w 212 roku (mimo że wówczas miał przewagę liczebną).

Można oczywiście bez końca analizować zachowane teksty źródłowe, a zdarza się przecież, że wielokrotnie czytany fragment nagle przyjmuje zupełnie inne znaczenie. Dopóki jednak nie zostaną odnalezione na przykład historia Rzymu Fabiusza Piktora albo Początki (Origines) Katona Starszego, istotny postęp w tym kierunku jest niemożliwy. Badania archeologiczne także rozczarowują. Wiadomo znacznie więcej o Kartaginie – poświadczają to m.in. wyniki Serge’a Lancela opublikowane w książce Carthage: A History (tłum. Antonia Nevill, 1995). Wciąż nie ma jednak przekonującego dowodu, że doły grobowe odnalezione w pobliżu Jeziora Trazymeńskiego mają cokolwiek wspólnego z bitwą; jak dotąd także w przełęczach alpejskich nie odkryto żadnych kości słonia i – gdzieś nieopodal – monety punickiej z 218 roku, co ostatecznie udowodniłoby, której przełęczy Hannibal użył do przekroczenia Alp.

To właśnie ta kwestia niezmiennie przykuwa uwagę badaczy – piszą o tym choćby J. Prieur, L’épopée d’Hannibal à travers les Alpes („Archeologia” 121, 1978, s. 59 nn.), Jakob Seibert, Die Alpenübergang Hannibal („Antike Welt” 17, 1986, s. 44 nn.) i Alpenübergang Hannibals. Ein gelöstes Problem? („Gymnasium” 95, 1988, s. 21 nn.). Powstały także interesujące prace na ten temat oparte o analizę źródeł: E. Andersen, Polybius og Livius om Hannibalhaerens marche Rhone-Po („Museum Tusculanum” 44-47, 1981, s. 89 nn.); H.T. Wallinga, Een aardrijkskundeles van Polybius („Lampas” 19, 1986, s. 208 nn. z angielskim streszczeniem); L. Bessone, Annibale sulle Alpi nella tradizione liviana („Numismatica e Antichità classiche” 12, 1983, s. 141 nn.); Tassilo Schmitt, Hannibals Siegeszug: historiographische und historische Studien vor allem zu Polybius und Livius („Quellen & Forschungen zu antiken Welt” 10, 1991).

Różni „celebryci” i dziennikarze także podejmowali problem szlaku Hannibala, próbując przeprowadzić słonie przez Alpy – na przykład W. Zeuner, Elephant over the Alps („Illustrated London News” 269, 1981, s. 11). Są one tyleż zabawne, co bezcelowe, gdyż – pomijając wszystko inne – armia niekoniecznie przejdzie szlakiem, którym jest w stanie podążać jeden słoń, a i rasa słoni jest zupełnie inna. Nawet na okładce BICS Supplement 67 widnieje rysunek, który przedstawiać miał prawdopodobnie kartagińskiego słonia bojowego, ale jest on pokazany z siodłem (howdah) na grzbiecie, a nie ma żadnych dowodów na to, że takie rzeczywiście nosił. Szczególnie interesujący jest artykuł, jaki napisał Shawn O’Bryhim Hannibal, elephants and the crossing of the Rhone („Classical Quarterly” 41, 1991, s. 121 nn.). To fascynujący opis zachowania słoni, chociaż wydaje mi się, że metodologicznie wątpliwe jest przedkładanie wersji przeprawy wspomnianej (ale bezwzględnie odrzuconej) u Liwiusza (21.8.5) i odnotowanej także u Frontynusa (Strategemata 1.7.2) nad drobiazgowy przekaz Polibiusza.

Niezależnie od kwestii słoni wciąż niestety niewiele wiadomo o armii Hannibala oraz o jej uzbrojeniu. Przykładowo: czy Afrykanie posługiwali się włóczniami czy mieczami? Czy oszczepnicy (lonchophoroi) byli wyposażeni w przeszywające włócznie czy w oszczepy? Interesującą, a być może nawet całkowicie przekonującą próbę wypełnienia luki w badaniach na ten temat podjął D. Head w książce Armies of the Macedonian and Punic Wars, 359 B.C. to 146 B.C. (1982). Powstał także artykuł o strukturze i liczebności armii kartagińskich, zwłaszcza armii Hannibala – F. Barreca, Gli exerciti annibalici („Rivista storica dell’Antichita” 19, 1989, s. 93 nn.), w którym autor bazuje zarówno na źródłach literackich, jak i archeologicznych. Organizację armii rzymskiej w okresie drugiej wojny punickiej opisał F. Gschnitzer, Das System der römische Heeresbildung im Zweiten Punischen Krieg. Polybius, die Annalisten und die geschichtliche Wirklichkeit („Hermes” 109, 1981, s. 59 nn.); podejmuje tę kwestię także Lawrence w książce The Making of the Roman Army (1984).

Nasza ciągła niewiedza o armii Hannibala znacznie utrudnia spojrzenie na drugą wojnę punicką w nowoczesny sposób, czyli z pozycji uczestniczącego w walce żołnierza. Doskonałymi przykładami takich prac są: Johna Keegana The Face of Battle (1978), ale także Victora Hansona The Western Way of War i tego samego autora Hoplites: The Classical Greek Battle Experience (1991). Ale trend ów zapoczątkowali: Martin Samuels w The Reality of Cannae („Militärgeschichtliche Mitteilungen” 47, 1990, s. 7 nn.), Victor Hanson w Cannae (in:Experience of War, ed. R. Cowley, 1992) i Philip Sabin w dającym do myślenia artykule The Mechanics of Battle in the Second Punic War (BICS Supplement 67, 1996). Do późniejszego okresu odnosi się A.K. Goldsworthy The Roman Army at War 100 B.C. – 200 A.D. (1996), a niektóre wnioski pojawiające się w tej pracy można z powodzeniem odnieść do czasów Hannibala. O kwestii ograniczeń logistycznych, które mogły dotyczyć Hannibala, pisał w innowacyjny i fascynujący sposób John. F. Shean, Hannibal’s Mules: The Logistical Limitations of Hannibal’s Army and the Battle of Cannae, 216 B.C. („Historia” 45, 1996, s. 159 nn.).

Dyskusja na temat przyczyn wojny burzliwie się toczy; pojawiło się w niej kilka istotnych głosów, na przykład W.V. Harris, War and Imperialism in Republican Rome 327-70 B.C. (1979), J.S. Richardson, Hispaniae, Spain and the Development of Roman Imperialism, 218-82 B.C. (1986) i John Rich, Declaring War in the Roman Republic in the Period of Transmarine Expansion (Collection Latomus 149, 1976). Tekst tego ostatniego znalazł się także w londyńskich studiach nad wojną (BICS Supplement 67, 1996, s. 1 nn.), a w nim przydatna bibliografia poświęcona jej przyczynom.

Interesującym przykładem tego, jak „myślenie lateralne” rzuca nowe światło na stary problem, jest artykuł hiszpańskiego uczonego A.J. Domíngueza-Monedero La campaña de Anibal contra los Vacceos, sus objectivos y su relación con el initio de la segunda guerra púnica („Latomus” 45, 1986, s. 241 nn.). Autor dowodzi w nim, że kampania przeciwko Wakcejom wiązała się z zabezpieczeniem zboża, składowanego nad stanowiącą granicę rzeką Ebro, i że to świadczy o tym, jakoby Hannibal planował inwazję na Italię już w 220 roku. Stanowi to potwierdzenie dawno stawianej przeze mnie kluczowej kwestii, a mianowicie: czy działania podejmowane przez Hannibala w Hiszpanii w 221 i 220 roku mogą być postrzegane jako przygotowania do wojny z Rzymem. Wciąż nie jestem jednak przekonany, że wojna z Hannibalem była wojną odwetową. Nawet jeśli uznamy, że opowieść o przysiędze Hannibala pochodzi od niego samego3, zapomina się często, że wypowiedział ją, próbując utwierdzić Antiocha syryjskiego w nienawiści do Rzymu. Bazuję przede wszystkim na zachowaniu Kartagińczyka – ten po bitwie pod Zamą upierał się przy zawarciu pokoju, co zdaje się wskazywać, że – w obliczu zagrożenia własnej pozycji w Hiszpanii – wojnę traktował jako ostateczność.

Hiszpańskiej odsłonie konfliktu swoją uwagę poświęcili badacze tej narodowości. J. Martinez Gázquez, Sobre Anibal y su paso por los Pirineos („Faventia” 3, 1981, s. 223 nn.) i N. Santos Yangues, El paso de Anibal por los Pireneos („Memorias de historia antiqua” 10, 1989, s. 125 nn.) przyjrzeli się kwestii przebycia Pirenejów przez Hannibala, zaś J. Uroz Sáez dowodzi w Turbuletas o turdetanos, en la guerra de Sagunto („Lucentum” 1, 1982, s. 173 nn.), że starożytny spór między Saguntem a Turbulą nie może stanowić wystarczającego powodu dla badań nad przyczynami wojny. Podobne badania prowadziła Agnès Pelletier w artykule Sagontins et Turdétans à la veille de la deuxième guerre punique („Revue des études anciennes” 88, 1986, s. 307 nn.). I znów, te badania wiążą się z podstawowym pytaniem: w jakim stopniu atak Hannibala na Sagunt był niesprowokowaną agresją, a w jakim stopniu uzasadnioną odpowiedzią na agresję Saguntu, skierowaną przeciwko sprzymierzeńcom Kartaginy? Kolejny problem to stosunki między Hannibalem a władzami kartagińskimi, czym zajął się C. von Dexter Hoyos w Barcid ‘Procunsul’ and Punic Politics 237-218 B.C. („Rheinishes Museum für Philologie” 137, 1994, s. 246 nn.). Relacje Rzymu z Hiszpanią opisał z kolei Pedro Barceló w Rom und Hispanien vor Ausbruch des 2. Punischen Krieges („Hermes” 124, 1996, s. 45 nn.).

Wiele prac poświęconych działaniom zbrojnym w Italii wyszło spod piór badaczy włoskich. Dwa artykuły napisała Bettina Diana: Annibale e il passagio degli Appennini („Aevum” 61, 1987, s. 108 nn.) i L’atteggiamento degli Etruschi nella guerra annibalica („Rivista storica dell’ Antichita” 19, 1989, s. 93 nn.). W tym drugim dowodzi, że lojalność, z jaką Etruria zachowywała się wobec Rzymu – nawet po bitwie nad Jeziorem Trazymeńskim – powstrzymała Hannibala od dotarcia do Morza Tyrreńskiego i stąd wynikło spotkanie z kartagińską flotą w Pizie oraz jej wysłanie na wybrzeże adriatyckie. Data bitwy nad Jeziorem Trazymeńskim stała się przedmiotem badań Phillippa Desy w Il grano dell’ Apulia e la data dell battaglia del Trasimeno („La Parola del Passato” 44, 1989, s. 102 nn.), podczas gdy Nereo Alfieri w artykule La battaglia del lago Plestino („Picus” 6, 1986, s. 7 nn.) prowadził badania nad położeniem miejsca, gdzie Maharbal, zaraz po bitwie nad Jeziorem Trazymeńskim, zniszczył kawalerię Serwiliusza. Alfieri dowiódł, że należy przyjąć lokalizację podaną przez Appiana – jezioro Plestia, na wschód od Foligno. W późniejszym artykule La battaglia del Metauro (207 a.c.) („Picus” 8, 1988, s. 7 nn.) ten sam autor przedstawia dowody na to, że pole bitewne nad Metaurusem należy lokalizować w pobliżu Monte Sdrovaldo. Laura Longaretti w artykule L’alleanza tra Annibale e Filippo V di Macedonia („Rendiconti dell’ Insituto Lombardo” 123, 1989, s. 183 nn.) twierdzi, że ważny traktat pomiędzy Hannibalem a Filipem V został zawarty między 217 a 216 rokiem, a więc przed bitwą pod Kannami, a nie po niej, jak utrzymuje Liwiusz.

Stosunek Etrurii do Hannibala oświetlił G. Mansuelli w artykule Problemi etrusco-celtici. Antefatti della guerra annibalica („Rivista storica dell’ Antichità” 12, 1983, s. 141 nn.), zaś M. Caltabiano w Una citta del sud tra Roma e Annibale („Kleio” 2, 1977) badała rolę Petelii, jednego z niewielu miast w Bruttium, które zostało wierne Rzymowi. S. Pennestri w Monete puniche in Bruzio. Aspetti e problemi di circolazione in età preannibalica („Micellanea greca e romane” 10, 1986, s. 115 nn.) zdaje się odpowiadać na pytanie, dlaczego Bruttium, mówiąc najogólniej, przygotowywało się do opowiedzenia się po stronie Hannibala. W wielu pracach o podobnym charakterze zwraca się uwagę na tło strategicznego myślenia Hannibala. Zakładając, że orientował się on w nastrojach panujących w różnych częściach Italii, można się zastanawiać, jakie owe nastroje były.

Również inne specjalistyczne studia często skupiają uwagę na wojnie, nawet jeśli to nie ona jest w nich głównym przedmiotem badań. Na przykład P. Bruschetti w Nota sul popolamento antico del territorio cortonese („Annuario dell’ Accademia etrusca di Cortona” 18, 1979, s. 85 nn.) wspomina o plądrowaniu Italii przez Hannibala, a Luigi Pedroni w Strabone V.4.11 e la Venusia campanosannitica („Samnium” 64, 1991, s. 194 nn.) zajmuje się działaniami Hannibala w pobliżu Benewentu. Gabriele Marasco w „La guerra annibalica e lo sviluppo economico di Pozzuoli” (Contributi dell’ Instituto di Storia antica dell’ Univ. del Sacro Cuore 99, 1987, s. 122 nn.) opowiada o roli, jaką odgrywał ów port w czasie wojny.

Badaczy nieustannie fascynuje także osobowość Hannibala – między innymi kwestia, w jakim stopniu czuł się kartagińskim arystokratą, a w jakim kosmopolitycznym mieszkańcem hellenistycznego świata. G.C. Picard w artykule Hannibal hégémon hellénistique („Rivista storica dell’ Antichità” 13-14, 1983-4, s. 75 nn.) forsuje na przykład tę drugą opinię, zwolennikiem pierwszej jest zaś M.J. Barré, co wyraził w książce The God-list in the Treaty between Hannibal and Philip V of Macedonia: A Study in the Light of the Ancient Near Eastern Treaty Tradition (1983). Giovanni Brizzi w Hannibal: Punier und Hellenist („Altertum” 37, 1991, s. 201 nn.) przekonująco i zapewne prawidłowo dowodzi, że wielki Kartagińczyk łączył obydwie tradycje. Stosunek Hannibala do kwestii religijnych opisali F. Barreca w Il giuramento di Annibale (considerazioni storico-religiosi) (in: Studni in onore di Giovanni Lilliu, Cagliari Ed., 1985, s. 71 nn.) i W. Huss w Hannibal und die Religion („Studia Phoenicia” 4, 1986, s. 223 nn.). Inne aspekty charakteru Hannibala badał Arthur J. Pomeroy w artykule Hannibal at Nuceria („Historia” 38, 1989, s. 162 nn.). Nie zapominano także o największym przeciwniku Hannibala, co poświadcza artykuł P. Pinna Parpaglii La carriera di Scipione nella guerra annibalica („Labeo” 26, 1980, s. 33 nn.).

Dokąd zatem zaprowadzi nas ta książka? Jakie zmiany powinienem poczynić, skoro decyduję się na ponowne jej wydanie? Jak już nadmieniałem, jest jedna ważna, a może nawet kluczowa kwestia – w jakim tak naprawdę stopniu strategia Hannibala była realistyczna? Na podstawie słów, jakie Kartagińczyk kierował w stronę jeńców nie-Rzymian po odniesieniu zwycięstw, można z dużą dozą pewności założyć, że jego celem było rozerwanie rzymskiej konfederacji i doprowadzenie do tego, aby jak najwięcej sprzymierzeńców Rzymu przeszło na stronę Kartaginy. Czy Hannibal był jednak na tyle naiwny, aby wierzyć, że taka polityka odniesie sukces? Czy naprawdę rozumiał istotę owej konfederacji? Czy dostrzegał choćby różnice między Latynami i Italikami? Czy oni, kiedy obiecywał im „wolność”, rozumieli, co to słowo dla niego znaczy? W odpowiedzi na te pytania pomaga stale powiększająca się wiedza na temat Italii w III wieku.

Drugą kwestią, na którą zwrócę większą uwagę, są działania wojenne w Italii między bitwą pod Kannami a bitwą nad Metaurusem. Czy niekończące się przemieszczanie Hannibala wiązało się z jego dostosowywaniem do aktualnej sytuacji czy było odpowiedzią na rzymskie kontrataki? A może miał całkowicie inny plan? A jeśli tak, to jaki? Czy prowadził po prostu wojnę na wyniszczenie czy też próbował na przykład stworzyć na południu Italii kartagiński „teren zamknięty”? Ktoś posiadający większą wiedzę na temat topografii tego obszaru mógłby, być może, bardziej przekonująco wyjaśnić znaczenie takich miejsc jak Nola czy Benewent.

Istotne ustalenia można zapewne uzyskać także poprzez badania „mechaniki bitwy”, chociaż trzeba sobie zdawać sprawę z czyhających tu zagrożeń. Nikt ze współczesnych nie wziął nigdy udziału w bitwie przypominającej te rozgrywane w czasach drugiej wojny punickiej, a mimo to ze zbyt dużą łatwością zakładamy, że coś szczególnego „musiało” się wydarzyć albo na podstawie analogii do późniejszych wydarzeń wojennych, albo na podstawie „wypróbowywania” zrekonstruowanych elementów antycznego uzbrojenia. Zakończona powodzeniem „rekonstrukcja” starożytnej triremy nie powinna przesłaniać faktu, że wszystkie próby, które przy użyciu tego statku wykonywano, udowadniają tylko to, co właśnie ta konkretna jednostka potrafi dokonać z jej załogą i w określonych warunkach. Jeśli nawet odnaleźlibyśmy słonia reprezentującego odpowiednią rasę, to fakt, że odmówiłby on pójścia określoną drogą, wcale nie oznaczałby, że Hannibal właśnie tą drogą nie przeszedł. Jeśli współcześni żołnierze nie robią albo nie będą robić pewnych rzeczy, nie oznacza to, że żołnierze Hannibala lub jego przeciwnicy zachowaliby się dokładnie w taki sam sposób. Niemniej jednak zawsze warto zadawać nowe pytania, nawet jeśli uzyskanie na nie odpowiedzi jest niemożliwe lub prawie niemożliwe.

Pozostaje mi podziękować: wydawnictwu uniwersytetu w Oklahomie za decyzję o wznowieniu mojej książki, wielu czytelnikom, którym się spodobała, a zwłaszcza moim studentom, którzy z niej korzystali, a czasami zmuszali do ponownego przemyślenia niektórych zawartych w niej kwestii. Trzy koty, które otrzymały swoje imiona, gdy pisałem książkę – Katon, Fabiusz i Marcellus – niestety już nie żyją, za to ich siostra, Klio, która przyszła na świat później, pozostaje stałym źródłem zachwytu i inspiracji. Jako że moje dzieci już dorosły, nie muszę im dziękować za to, że dawały mi spokój, kiedy zajmowałem się Hannibalem. Jednak moja żona wciąż musi znosić moją obsesję związaną z historią starożytną, a szczególnie ze starożytną wojskowością. Oczywiście chyba nie muszę dodawać, że nie mam zamiaru zmieniać swojej pierwotnej dedykacji.

J.F. Lazenby

Newcastle nad Tyne, lipiec 1997

1The Oxford Companion to Military History, ed. R. Holmes, Oxford 2001.

2The Hutchinson Dictionary of Ancient and Medieval Warfare, ed. P. Connolly, J. Gillingham, J. Lazenby, London 1998.

3  Chodzi o przysięgę, jaką Hannibal miał złożyć przed ołtarzem Zeusa. Zobowiązał się w niej, że nigdy nie będzie przyjacielem Rzymu. Zob. Plb. 3.11.7. (przyp. tłum.).

PRZEDMOWA

W przeciwieństwie do licznych badaczy zajmujących się Hannibalem, nigdy nie twierdziłem, że byłem nim zafascynowany od dzieciństwa, chociaż pamiętam spory nacisk położony na drugą wojnę punicką w Pierwszym okresie historii rzymskiej w podręczniku akademickim Roman History for Greats. Książka ta była przez wiele lat podstawą nauczania specjalnego przedmiotu na Uniwersytecie Newcastle nad Tyne i pozostawiła we mnie uczucie, że w języku angielskim nie ma od niej nic bardziej satysfakcjonującego. Jestem przekonany, że wojna jest istotna nie tylko sama w sobie jako przełomowy punkt historii Rzymu, ale że badania nad nią sprawiają niemałe zadowolenie każdemu, kto naprawdę chce zrozumieć Republikę Rzymską. Badacze ostatniego wieku istnienia Republiki korzystają z obfitego materiału źródłowego – szczególnie z pism Cycerona – ale wówczas Republika była już w upadku. Jeśli chodzi o lata jej świetności, to najlepiej udokumentowanym momentem jest prawdopodobnie właśnie druga wojna punicka.

Autorzy książek historycznych muszą zmierzyć się z dwoma podstawowymi problemami: co zrobić z przypisami i jak szczegółową argumentację włączyć w tekst główny. Mogę powiedzieć tylko tyle, że zawsze drażniła mnie konieczność szukania źródeł do twierdzeń wypowiadanych w tekście. Nie ma jednak potrzeby, by zamieszczać w nim wszystkie odwołania. Wobec tego wszystkie lub prawie wszystkie odwołania do źródeł starożytnych lokalizuję w tekście, zaś odwołania do prac współczesnych autorów przenoszę do przypisów.

Nie podoba mi się także zwyczaj przerywania lektury tekstu i odsyłania czytelnika do długich przypisów lub dodatków zebranych na końcu książki, starałem się zatem włączyć większość szczegółowej dyskusji do głównego nurtu narracji. Wydaje mi się także, że nie jest zadaniem historyka sporządzanie niewiele wnoszących zestawień, zwłaszcza jeśli chodzi o historię Grecji i Rzymu, gdzie znanych jest tak mało faktów. Historyk powinien opowiedzieć, co i dlaczego się wydarzyło, szczegóły zaś są materiałem, z których historia się składa. Mają w sobie poza tym – przynajmniej dla mnie – coś fascynującego i mogę mieć tylko nadzieję, że moi czytelnicy podzielają ze mną tę pasję. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że czytelnik mniej obeznany z tematem nie będzie znał znaczenia terminów technicznych, oczywistych dla historyka zwłaszcza zajmującego się historią antyczną, gdzie nie tylko źródła są spisane w nieznanych językach, ale zarówno kultury, jak i społeczeństwa są oddalone w czasie i tak odmienne od współczesności. Spróbowałem zatem wytłumaczyć niektóre pojęcia i załączyłem Dodatki o starożytnych autorach i większość terminów technicznych, którymi się posługuję. Mam nadzieję, że w rezultacie książka będzie bardziej zrozumiała dla każdego, kto poważnie interesuje się wojną.

Każdy, kto pisze książkę na temat podobny do wojny hannibalskiej, mieszczący się w ramach historii starożytnej, powinien mieć świadomość, że trudno – o ile w ogóle jest to możliwe – przedstawić całkowicie nową interpretację. Byłbym ostatnim, który upierałby się przy wielkiej oryginalności tej książki, z wyjątkiem, być może, kilku szczegółowych kwestii. W większości aspektów wojny bazuję na badaniach poprzedników. Tak naprawdę próbowałem zrobić dwie rzeczy: po pierwsze poprowadzić szczegółową narrację, bazującą na solidnych, oryginalnych źródłach, przede wszystkim przekazach Polibiusza i Liwiusza. Czasami istotnie będzie się wydawało, że zbyt bezkrytycznie podchodzę do źródeł, szczególnie do Polibiusza, na przykład w sprawie przytaczanych przez niego liczb. Jeśli jednak odrzucimy informacje podawane przez naszego głównego autora, możemy porzucić każdą próbę napisania historii: większość „rekonstrukcji” tego, co „musiało” się wydarzyć, jest niewiele lepszych od powieści historycznych i może doprowadzić do całkowitego absurdu, jakim jest uwaga Delbrücka, że „niektóre fragmenty dzieła Herodota (o bitwie pod Salaminą) tak mocno współgrają z istotą sprawy, że możemy je zaakceptować”. Jeśli zaś chodzi o liczby, to jestem niemal pewny, że to, co piszą autorzy źródeł, odzwierciedla w najlepszym razie siły na papierze, nie widzę jednak sposobu, aby dotrzeć do prawdy, a wydaje mi się bezcelowe stałe powtarzanie, że liczby są prawdopodobnie przesadzone. Wolę raczej powtarzać za Herodotem: „ἐγὼ δὲ ὀφείλω λέγειν τὰ λεγόμενα, πείθεσθαί γε μὲν οὐ παντάπασι ὀφείλω” („Muszę podać, co się opowiada, ale nie jestem zobligowany, aby w to wierzyć”).

Po drugie próbowałem zebrać rezultaty szczegółowych badań często ukryte w naukowych tomach i artykułach, nie zawsze dostępne dla studentów, a co dopiero dla zwykłego czytelnika. Mam jednak nadzieję, że moje uwagi oddają wdzięczność wszystkim tym uczonym. Nie mogę oczywiście stwierdzić, że czytałem wszystko, co zostało napisane na tak często badany temat; jestem w pełni świadomy, że zarówno w przypisach, jak i w bibliografii sporo pozycji pominąłem. Mój dług wobec dwóch dzieł wielkich poprzedników jest bezdyskusyjny: chodzi o monumentalną pracę profesora F.W. Walbanka, Historical Commentary on Polybius, która jest niekwestionowaną „biblią” dla każdego poważnego badacza wojny, oraz o dwie książki profesora Scullarda o Scypionie Afrykańskim, które rozjaśniły mi wiele kwestii, szczególnie topograficznych, dotyczących walk tego wodza w Hiszpanii i w Afryce. I chociaż książka Scullarda, Roman Politics 220-150 B.C., była dla mnie mniej przydatna, wciąż jest nieocenionym przewodnikiem po zagmatwanej rzymskiej polityce wewnętrznej tamtych czasów. Niektórzy na własne ryzyko nie zgadzają się z obydwoma uczonymi, robią to jednak, zarazem w dużym stopniu właśnie z ich badań korzystając.

Mój dług wobec innych jest różnorodny: mam go wobec pokoleń studentów, którzy zmuszali mnie, bym nieco klarowniej myślał o wielu problemach, a czasem podsuwali mi własne pomysły; wobec moich kolegów z Department of Classics w Newcastle i innych kolegów z całego kraju, którzy musieli znosić, udając zainteresowanie, mój zwyczaj przenoszenia niemal każdej dyskusji w stronę tematyki hannibalskiej. Moja wdzięczność jest szczególnie głęboka wobec dwóch spośród nich: Jerry’ego Patersona i Tony’ego Woodmana, którzy nie tylko godzili się uczestniczyć ze mną we wspomnianych konwersacjach, ale przeczytali także rękopis i zwrócili uwagę na wiele błędów. I jeśli w tym miejscu używam wyświechtanego frazesu, że za wszystkie błędy, które w książce pozostały, odpowiadam wyłącznie ja, to ma to rzeczywisty sens, gdyż żaden z nich nie napisałby książki w takiej formule, na jaką ja się zdecydowałem.

Mój dług wobec rodziny jest bardziej osobisty: moja żona nie tylko zaprojektowała obwolutę, wyrysowała wiele map i stale pomagała mi, podrzucając pomysły i sugestie, ale poświęciła także wiele godzin na przepisywanie książki na maszynie, niszczyła swoje pióra, ja zaś walczyłem, by skompletować mapy. Moje dzieci również, mniej lub bardziej cierpliwe, spotykały się ze stałym przykazaniem: „nie przeszkadzaj tatusiowi, zajmuje się Hannibalem”. Mam nadzieję, że wszyscy mają teraz poczucie, że było warto.

Chciałbym także podziękować moim wydawcom za ich przyjaźń, uprzejmość i cierpliwość – szczególne podziękowania kieruję do Adriana i Lucindy Phillips, którzy odważyli się wspiąć na Col de Clapier w zimny listopadowy dzień, aby zrobić fotografie, które pojawiają się na Ilustracji nr IV. Dziękuję także grupie kapitana Petera Drury Birda za fotografie wykorzystane na Ilustracjach I, III, VI i VIII, a także French Air Force za lotnicze zdjęcia Rodanu.

Powtarza się często, że historia nas czegoś uczy, zdanie to więc traktuję jako powód do studiowania takiego konfliktu jak wojna z Hannibalem z całą jej brutalnością i wszystkimi jej okropieństwami. Czy jednak współcześnie, z fotografiami i filmami, które możemy obejrzeć, z dokumentami i relacjami naocznych świadków, które możemy przeczytać, trzeba przypominać okropieństwa wojny poprzez badanie konfliktu, który wydarzył się przeszło dwa tysiące lat temu? Jeśli czasem zdaję się napawać szczegółami kampanii i bitew i zbyt słabo protestuję wobec przemocy i brutalności, mogę się tylko usprawiedliwić, że w rzeczywistości nie gustuję w myślach o przemocy i rzeziach. Nie sądzę jednak, że historia uczy nas czegokolwiek w obiegowym rozumieniu: im bardziej coś się bada, tym bardziej widać złożoność problemu. Nie chodzi także o to, jak zdawał się uważać Tukidydes, że takie samo albo bardzo podobne wydarzenie będzie miało miejsce ponownie. Badania nad wojną z Hannibalem dotyczą wyłącznie tej wojny, a ja zajmuję się historią, ponieważ uważam, że jest interesująca i nie mam żadnego ważniejszego motywu. Najchętniej zgodziłbym się z ojcem wszystkich historyków, że celem uprawiania historii jest „ὡς μήτε τὰ γενόμενα ἐξ ἀνθρώπων τῷ χρόνῳ ἐξίτηλα γένηται, μήτε ἔργα μεγάλα τε καὶ θωμαστά ...ἀκλεᾶ γένηται” („żeby dzieje ludzkie nie zatarły się w pamięci, ani wielkie i podziwu godne dzieła … nie przebrzmiały bez echa”).

J.F. Lazenby

Newcastle nad Tyne, maj 1978

WYBRANA BIBLIOGRAFIA

Badian E.: Foreign Clientelae (264-70 B.C.), Oxford 1958.

Beer, Sir Gavin de: Hannibal’s March, London 1967.

Beer, Sir Gavin de: Hannibal, London 1969.

Broughton T.R.S.: The Magistrates of the Roman Republic, vol. I-II, New York 1951-1952.

Brunt P.A.: Italian Manpower 225 B.C.-A.D. 14, Oxford 1971.

Dorey T.A.: Dudley D.R.: Rome Against Carthage, London 1968.

Picard G.C. i C: The Life and Death of Carthage, London 1968.

Proctor D.: Hannibal’s March in History, Oxford 1971.

Sanctis G. de: Storia dei Romani, Turin-Florence 1907-1923, 1953).

Scullard H.H.: Scipio Africanus in the Second Punic War, Cambridge 1930.

Scullard H.H.: A History of Rome 753-146 B.C., 3rd ed., London 1961.

Scullard H.H.: Scipio Africanus: Soldier and Politician, London 1970.

Scullard H.H.: Roman Politics 220-150 B.C., 2nd ed., Oxford 1973.

Thiel J.H.: Studies on the History of Roman Sea-power in Republican Times, Amsterdam 1946.

Toynbee A.J.: Hannibal’s Legacy, vol. I-II, London 1965.

F.W. Walbank: Philip V of Macedon, Cambridge 1940.

F.W. Walbank: A Historical Commentary on Polybius, vol. I, Oxford 1957, vol. II, Oxford 1967.

Pozostałe skróty używane w przypisach:

AJP: „American Journel of Philology”

CAH: Cambridge Ancient History

CIL: Corpus Inscriptionum Latinarum

CJ: „Classical Journal”

CP: „Classical Philology”

CR: „Classical Review”

HSCP: „Harvard Studies in Classical Philology”

JHS: „Journal of Hellenic Studies”

JRS: Journal of Roman Studies

PBSR: „Papers of the British School at Rome”

RE: Real-Encyclopädie der classischen Altertumswissenschaft, hrsg. G. Wissowa, W. Kroll, K. Ziegler, Stuttgart 1894 n.

Do bibliografii zawartych w komentarzu Walbanka i książkach Badiana i Toynbee’ego, a także do prac cytowanych w przypisach dodać można następujące pozycje:

Adamesteanu D.: Metaponto (Matera). Appunti fotoiinterpretavi, „Notizie degli Scavi di Atichità” 19, 1965 suppl., s. 179-184.

Alvisi G.: Dal Trasimeno a Capua. Le marce di Annibale nel biennio 217-16 a.C., Mélanges offerts à Roger Dion, Paris 1974, s. 293-313.

Armstrong D.: The Reluctant Warriors. The Decline and Fall of the Carthaginian Empire, New York 1966.

Astin A.E.: Saguntum and the Origins of the Second Punic War, „Latomus” 26, 1967, s. 577-596.

Bloch R.: Hannibal et les dieux de Rome, „Comptes Rendus de l’Académie des Inscriptions et Belles-Lettres”, 1975, s. 14-25.

Brisson J.P.: Les mutations de la seconde guerre punique, [in:] Problèmes de la guerre à Rome, Paris 1969, s. 33-59.

Christ K. von: Hannibal, Darmstadt 1974.

Christ K. von: Hannibal und Scipio Africanus, [in:] Die Grossen der Weltgeschichte, Zurich 1971.

Corbett J.H.: C. Flaminius and Roman Policy in North Italy, Diss. Toronto 1968.

Dawson A.: Hannibal and Chemical Warfare, CJ 63, 1967, s. 117-125.

Derow P.S.: The Roman Calendar, 218-191 B.C., „Phoenix” 30, 1976, s. 265-281.

Develin R.: Prorogatium of Imperium before the Hannibalic War, „Latomus” 34, 1975, s. 716-722.

Develin R.: Scipio Africanus Imperator, „Latomus” 36, 1977, s. 110-113.

Dolan M.: Anibal de Cartago, Barcelona 1971.

Edlund I.: Before Zama. A Comparison of Polybios’ and Livy’s Descriptions of the Meeting between Hannibal and Scipio, „Eranos” 65, 1967, s. 146-168.

Errington R.M.: Rome and Spain before the Second Punic War, „Latomus” 29, 1970, s. 25-37.

Eucken H.C.: Probleme der Vorgeschichte des zweiten punischen Krieges, Diss. Freiburg 1968.

Goerlitz W.: Hannibal. Eine politische Biographie, Stuttgart 1970.

Gachnitzer F.: Die Stellung Karthagos nach dem Frieden von 201 v.Chr., „Wiener Studien” 79, 1966, s. 276-289.

Hafner G.: Das Bildnis Hannibals, „Mitteilungen des Deutschen Archäologischen Instituts” (Abt. Madrid) 14, 1973, s. 143-150.

Hahn I.: Appian und Hannibal, „Acta Antiqua Academiae Scientarum Hungaricae” 20, 1972, s. 95-121.

Hammond N.G.L.: Illyris, Rome and Macedon, JRS 28, 1968, s. 1-21.

Horsfall N.: Turnus ad portas, „Latomus” 33, 1974, s. 80-86.

Jones B.W.: Rome’s Relationship with Carthage. A Study in Aggression, „The Classical Bulletin” 49, 1972, s. 5-26.

Kotula T.: De Carthaginiensium civitatis ordine qui putatur populari ab Hannibale novato, „Eos” 57, 1967/1968, s. 272-281.

Liebmann-Frankfort Th.: Du traité de l’Ebre à la paix de Dardanos, „Latomus” 30, 1971, s. 585-597.

Liebmann-Frankfort Th.: Le traité de l’Ebre et sa valeur juridique, „Revue Historique de Droit français et étranger” 50, 1972, s. 193-204.

Lloyd A.: Destroy Carthage!, London 1977.

Lovejoy J.: The Fides of New Carthage, CP 67, 1972, s. 110-111.

Maestre Yernes M.A.M.: Una explicacion matematica del triunfo militar de Anibal en la battala de Cannas, „Estudios Classicos” 15, 1971, s. 7-48.

Mansel A.M.: Zur Lage des Hannibalgrabes, „Archäologischer Anzeiger” 1972, s. 272-275.

Marchetti P.: La deuxième guerre punique en Sicile. Les années 215-14 et le recit de Tite-Live, „Bulletin de l’Institut historique Belge de Rome” 42, 1972, s. 5-26.

Marquion P.: Sur le pas d’Hannibal, Orange 1965.

Meister K.: Annibale in Sileno, „Maia” 23, 1971, s. 3-9.

Mitchell R.E.: Roman – Carthaginian Treaties, 306 and 279/8 B.C., „Historia” 20, 1971, s. 633-655.

Moscovich M.J.: Hostage Regulations in the Treaty of Zama, „Historia” 23, 1974, s. 417-427.

Muylle J.: Le traité d’amitié entre Rome et la ligue étolienne, „L’Antiquité Classique” 38, 1969, s. 408-429.

Pascucci G.: Lo scoppio delle ostilità nella guerra annibalica secondo il racconto degli Annali di Ennio, [in:] Poesia latina in frammenti, Genoa 1974, s. 103-115.

Pédech P.: Sur le pas d’Hannibal, „Revue des Études Grecques” 79, 1966, s. 727-729.

Pfiffig A.J.: Die Haltung Etruriens in 2. punischen Krieg, „Historia” 15, 1966, s. 193-210.

Pfiffig A.J.: Eine Nennung Hannibals in einer Inschrift des 2. Jahrhunderts v. Chr. aus Tarquinia, „Studi Etruschi” 35, 1967, s. 659-663.

Pelletier A.: A propos de la lex Claudia de 218 av. J.-C., „Rivista di Studi Liguri” 35, 1969, s. 7-14.

Picard G.C.: Hannibal, Paris 1967. Wydanie polskie Warszawa 1971 (przeł. Zofia Stein).

Picard G.C.: Le traité romano-barcide de 226 av. J.-C., [in:] Mélanges d’archéologie, d’epigraphie et d’histoire offerts à J. Carcopino, Paris 1966, s. 747-762.

Radke G.: Die territoriale Politik des C. Flaminius, [in:] Festschrift für F. Altheim, Berlin 1969, s. 366-386.

Ridley R.J.: Was Scipio Africanus at Cannae?, „Latomus” 34, 1975, s. 161-165.

Seguin R.: La Religion de Scipion l’Africain, „Latomus” 33, 1974, s. 3-21.

Stanton G.R.: Cunctando restituit rem. The Tradition about Fabius, „Antichthon” 5, 1971, s. 49-56.

Sumner G.V.: The Chronology of the Outbreak of the Second Punic War, „Proceedings of the African Classical Association” 9, 1966, s. 5-30.

Sumner G.V.: Roman Policy in Spain before the Hannibalic War, „Harvard Studies in Classical Philology” 72, 1967, s. 205-246.

Sumner G.V.: Rome, Spain and the Outbreak of the Second Punic War, „Latomus” 31, 1972, s. 469-480.

Tammler U.: Der römische Senat in der Zeit des zweiten punischen Krieges 218-01, Diss. Bonn 1970.

Trankle H.: Livius und Polybius. Eine text vergleichende Untersuchung zur Abhangigkeit der liviarischen Ab urbe condita von den polybianischen Historien, Basel 1976.

Tudor D.: Hannibal, Bucureşti 1976.

Ungern-Sternberg J. von: Capua in zweiten punischen Krieg: Untersuchungen zur Römischen Annalistik, Munich 1975.

Vassey D.W.T.: The Myth of Falernus in Silius, Punica 7, CJ 68, 1972/1973, s. 240-246.

Vassey D.W.T.: Silius Italicus on the Fall of Saguntum, CP 69, 1974, s. 28-36.

Walbank F.W.: The Scipionic Legend, „Proceedings of the Cambridge Philological Society” 13, 1967, s. 54-69.

Xella P.: A proposito del guiramento annibalico, „Oriens Antiqua. Rivista de Centro per le Antichità e la Storia dell’Arte del vicino Oriente” 10, 1971, s. 189-193.

Yaavetz D.: The Policy of Gaius Flaminius and his Attitude in Regard to the plebiscitum Claudianum, „Eškolot” 4, 1962, 113-32 (po hebrajsku).

W niniejszej, polskiej edycji książki wykorzystane zostały następujące przekłady źródeł (jeśli było to konieczne – z niewielkimi poprawkami w oparciu o teksty oryginalne):

Herodot: Dzieje, t. I-II, tłum. S. Hammer, Warszawa 1959.

Polibiusz: Dzieje, t. I-II, tłum. S. Hammer, Wrocław 2005.

Tytus Liwiusz: Dzieje Rzymu od założenia miasta, księgi XXI-XXVII, tłum. M. Brożek, Wrocław 1974.

Tytus Liwiusz: Dzieje Rzymu od założenia miasta, księgi XXVIII-XXXIV, tłum. M. Brożek, Wrocław 1976.

ROZDZIAŁ I RZYM, KARTAGINA I PRZYCZYNY WOJNY

Polibiusz1 na początku swojego dzieła (1.1.5) pyta: „Któż bowiem z ludzi jest tak tępy lub obojętny, żeby nie chciał poznać, jak i dzięki jakiemu ustrojowi państwa cały prawie niezamieszkany świat w ciągu niespełna pięćdziesięciu trzech lat opanowany popadł pod wyłączną władzę Rzymian, co nigdy przedtem się nie zdarzyło?”. I chociaż autor oczywiście przesadza, zarówno jeśli chodzi o zasięg, jak i o szybkość rzymskiego podboju nawet tego znanego mu „niezamieszkanego świata”, to ma bezspornie rację, że okres, który ma na myśli – od 220 do 167 roku2 – był jednym z najbardziej zadziwiających w historii świata śródziemnomorskiego. To właśnie w tym okresie rozegrała się wojna z Hannibalem, będąca punktem zwrotnym w dziejach Rzymu i wydaje się, że zdawali sobie z tego sprawę nawet współcześni temu wydarzeniu: na przykład w 217 roku przywódca Etolów, Agelaos z Naupaktos, ostrzegał goszczących u niego Greków przed „grożącymi teraz od zachodu chmurami” (Plb. 5.104.10), a sześć lat później Akarnańczyk Lykiskos powtórzył tę groźbę (Plb. 9.37.10). Nam wynik walki może wydawać się przewidywalny, faktem jest jednak, że przez następne sześćset lat Rzym nigdy nie był tak blisko totalnej zagłady – od 211 roku żaden wróg zewnętrzny nie pojawił się u jego bram aż do nadejścia Wizygotów z Alarykiem w 408 roku po Chr.3. Jeśli spojrzeć wstecz, na czasy przed wojną, to z pominięciem nieudanej inwazji na Afrykę z 256/5 roku, niewielkich operacji na Korsyce pomiędzy 236 a 231 rokiem i dwóch krótkich najazdów na Ilirię (Albania) w 229 i 219 roku, siły rzymskie nigdy nie postawiły stopy poza współczesnymi granicami Italii (wliczając Sardynię i Sycylię). Po wojnie rzymscy żołnierze walczyli w południowej Galii, Hiszpanii, Ligurii, Grecji i północnej Afryce, rzymskie okręty wojenne dopływały na zachodzie do Cieśniny Gibraltarskiej, na wschodzie zaś sięgały do Morza Egejskiego. Druga wojna punicka była zatem czymś znacznie ważniejszym niż tylko drugą rundą konfliktu pomiędzy Rzymem a Kartaginą: pierwsza wojna ledwo bezpośrednio dotknęła Italię, w trzeciej głównym problemem było przetrwanie Kartaginy; to druga decydowała o wszystkim.

Na pierwszy rzut oka walczące strony doskonale do siebie pasowały. Zaczynały jako miasta-państwa, ale rozwinęły się w znaczące imperia; obie korzystały przy budowie własnych imperiów z ludzi, z których formowały armie i floty; obie posiadały – jak to określa Polibiusz, używając greckiej teorii politycznej – „ustrój mieszany” (por. 6.11.3 nn.; 6.51.1 nn.), składający się z elementów ustroju monarchicznego, arystokratycznego i demokratycznego, ale władza w rzeczywistości ulokowana była w elemencie arystokratycznym: odpowiednio w rzymskim senacie i w podobnym gremium czy gremiach w Kartaginie. Niestety, o ustroju Kartaginy wiadomo niewiele, mimo tego że zainteresowanie nim wykazywali nawet tak znamienici greccy uczeni jak Arystoteles. Nie znamy zatem szczegółów funkcjonowania ustroju; z tego, co wiadomo o Rzymie, można jednak założyć, że teoria i praktyka nie zawsze szły ze sobą w parze. Z przekazów Polibiusza i Liwiusza na temat wojny hannibalskiej wynika na przykład, że to senat decydował, jak liczne siły wystawiać każdego roku, gdzie powinny one operować i kto spośród wstępujących lub ustępujących urzędników powinien nimi dowodzić. Pod kontrolą senatu pozostawały także relacje Rzymu ze sprzymierzeńcami, finanse państwa, religia i bez wątpienia cały szereg innych spraw, o których autorzy źródeł piszą niewiele lub w ogóle nie wspominają. Teoretycznie zaś senat był jedynie organem doradczym, który miał udzielać wskazówek corocznie wybieranym urzędnikom, zwłaszcza dwóm konsulom, dlatego też decyzja senatu nie stanowiła lex czy plebiscitum, ale senatus consultum4.

Teoretycznie populus Romanus, zbierając się na którymś ze zgromadzeń, był całkowicie suwerenny, do niego bowiem należało podejmowanie decyzji w kwestiach politycznych, przegłosowywanie ustaw i coroczny wybór urzędników. W praktyce suwerenność ta była jednak mocno ograniczona: żadne zgromadzenie nie mogło się zebrać, jeśli nie zostało zwołane przez odpowiedniego urzędnika; nikt nie mógł także na nim przemawiać, dokąd nie został poproszony przez przewodniczącego; głosowanie przebiegało w grupach – w centuriach lub w tribus – większość głosów w każdej grupie liczyła się jako jeden głos, a fluktuacja obywateli pomiędzy grupami dawała przewagę najbogatszym, mimo że nie było to proporcjonalne w stosunku do ich ogólnej liczby5. Nawet już po rozpoczęciu głosowania przewodniczący mu urzędnik wciąż posiadał nad nim dużą władzę: na przykład podczas wyborów na 214/3 rok konsul rozkazał, aby centuria praerogativa – ta, w której głosowano jako pierwszej – rozeszła się w celu ponownego namysłu nad głosowaniem (Liv. 24.7.11 nn.). Nawet już po głosowaniu suwerenna wola ludu mogła zostać unieważniona przez nieprzychylny znak – tak stało się podczas elekcji w 215 roku (Liv. 23.31.13), albo odrzucona przez kolejne głosowanie, tak jak to miało miejsce w przypadku decyzji o zakończeniu wojny z Filipem V Macedońskim w 200 roku (Liv. 31.6 nn.).

W systemie, w którym lud spotykał się od czasu do czasu i wybierał corocznie urzędników, aby tym wyrazić swą wolę, nieunikniony był przemożny wpływ regularnie obradującego senatu, zwłaszcza odkąd w jego skład weszli wszyscy ci, którzy cokolwiek znaczyli w Republice. W konsekwencji to senat uzyskał więc przytłaczającą auctoritas. Teoretycznie członkowie senatu byli wybierani przez dwóch cenzorów, których elekcja z kolei odbywała się zwykle co pięć lat, faktycznie jednak raz wybrany senator zachowywał swą funkcję na całe życie, chyba że został usunięty przez późniejszych cenzorów za złe prowadzenie się, a to zdarzało się na tyle rzadko, że wymaga osobnego komentarza. Na przykład cenzorowie 209/8 roku skreślili ponoć z listy senatorów osiem osób (spośród kilkuset), a cenzorowie 204/3 roku usunęli siedmiu senatorów, żaden z nich nie piastował jednak wyższego urzędu (Liv. 27.11.12 i 29.37.1); cenzorowie z 214/3 także usunęli z senatu senatorów, ale nie wiadomo ilu, gdyż liczba się nie zachowała (Liv. 24.18.1-8). Oczywiście lud rzymski miał pewien wpływ na obsadę senatu: przede wszystkim wybierał cenzorów, a także corocznie urzędników, którzy w dużej części zasilali później skład senatu. Liwiusz przykładowo, wspominając o Rzymianach zabitych pod Kannami, podaje, że było wśród nich osiemdziesięciu ludzi, którzy albo byli już senatorami, albo „mieli już za sobą takie urzędy, że powinni byli zostać wybrani do senatu” (22.49.17). Wskazuje ponadto, że dyktator M. Fabiusz Buteon, uzupełniając skład senatu po bitwie pod Kannami, najpierw wybrał tych, „którzy po cenzurze Lucjusza Emiliusza i Gajusza Flaminiusza osiągnęli urząd kurulny i nie byli jeszcze wybrani do senatu (…) po nich wpisał na listę byłych edylów, trybunów plebejskich i kwestorów” (23.23.5). Jeśli jednak Liwiusz poprawnie oddał sens wypowiedzi Buteona – że jego wybór będzie się opierał „na zasadzie pierwszeństwa urzędu, a nie przez przenoszenie jednego człowieka nad drugiego” (23.23.4) – może to oznaczać, że zwykle nie wszyscy senatorowie byli aktualnymi lub byłymi urzędnikami. W każdym razie, skoro nawet w okresie pokoju ci, którzy zostali wybrani na urząd, musieli do pięciu lat czekać na włączenie w skład senatu, to można założyć, że gremium nie mogło rok po roku radykalnie się zmieniać – w rzeczywistości nawet jeśli wszyscy urzędnicy bezzwłocznie zostaliby wpisani na listę senatu w roku, w którym władzę swą pełnili cenzorowie, spowodowałoby to dodanie około dwudziestu nowych członków, przy założeniu, że przynajmniej konsulowie i pretorzy byli już senatorami. Krótko mówiąc, lud rzymski w praktyce w niewielkim stopniu miał wpływ na skład senatu.

Bardzo wątpliwe również, aby lud rzymski mógł mieć wiele do powiedzenia w sprawie elekcji. Po pierwsze wszystkie zgromadzenia zbierały się w Rzymie, co skutecznie powstrzymywało od uczestnictwa w nich tych, którzy mieszkali daleko od miejsca oddawania głosów, szczególnie w czasie wojny. Po drugie całe społeczeństwo rzymskie oparte było na relacjach patron-klient w tym sensie, że bogatsze klasy wyższe dysponowały wielką liczbą głosów klas niższych, szczególnie przed wprowadzeniem tajnego głosowania (czyli przed 139 rokiem). Po trzecie, jak już wspominałem, sposób, w jaki zorganizowane były zgromadzenia, dawał większą siłę głosowania bogatym niż prawdopodobnie o wiele liczniejszym biednym: przykładowo w comitia centuriata, które wybierały konsulów, pretorów i cenzorów, do stu dziewięćdziesięciu trzech centurii obywateli zapisywano na podstawie posiadanego majątku. Pierwsza klasa mieściła siedemdziesiąt centurii, kolejne cztery klasy rozdzielały między sobą zaledwie sto centurii, a z pozostałych dwudziestu trzech osiemnaście było przypisanych ekwitom (możliwe, że najbogatszym spośród wszystkich obywateli), a jedna – fabri tignarii – także najwyraźniej składała się ze stosunkowo zamożnych obywateli. Wszyscy obywatele, którzy ani nie zostali wpisani przez cenzorów do żadnej z pięciu klas majątkowych z powodu zbyt niskich dochodów, ani nie zostali zakwalifikowani do jednej z dwudziestu dwóch pozostałych centurii, byli kierowani do pojedynczej centurii proletarii, w której przynajmniej w czasach Cycerona zasiadało więcej obywateli niż we wszystkich siedemdziesięciu centuriach pierwszej klasy (Cic., Rep. 2.40). Efekt takiego stanu rzeczy widać po przebadaniu nazwisk znanych urzędników: te same stale się powtarzają, zwłaszcza jeśli chodzi o konsulów, skutkiem czego te same rody z pokolenia na pokolenie dominowały w senacie, a co za tym idzie także w państwie. To właśnie owe rody – kiedy już któryś z ich członków osiągnął konsulat – wspólnie tworzyły warstwę nobiles6.

Trudno zatem dawać wiarę Liwiuszowi, kiedy utrzymuje na przykład, że tacy ludzie jak G. Flaminiusz (konsul roku 217), G. Terencjusz Warron (konsul roku 216/5) i M. Minucjusz Rufus (magister equitum w 217 roku) byli kimś w rodzaju „przywódców ludowych”. Trudno też zrozumieć współczesnych uczonych, którzy widzą w wyborze i działalności takich ludzi „ludową krytykę” prowadzenia wojny przez senat7. W jaki sposób człowiekowi pokroju Flaminiusza – narażonemu, jak twierdzi Liwiusz (21.63.2 nn.), na nienawiść nobilitas – udałoby się zabezpieczyć głosy wystarczającej liczby centurii w trakcie comitia centuriata i zdobyć konsulat – drugi raz – na rok 217? Jak człowiek pokroju Terencjusza Warrona, którego autor źródła cytowanego przez Liwiusza nazywa synem rzeźnika, choć sam Liwiusz zdaje się w to nie wierzyć (22.25.19), mógłby wygrywać wybory na edyla (prawdopodobnie w 221 i 220 roku), pretora (218/7) i wreszcie na konsula, gdyby nie miał poparcia nobilitas? Czy mamy przypuszczać, że w osiemnastu centuriach ekwitów lub siedemdziesięciu centuriach pierwszej klasy majątkowej znajdowało się wielu takich „rzeźników” czy podobnych przedsiębiorców, czy też pozostałe sto pięć centurii ich wybrało? A jeśli tak, to co w takim razie stało się z patronatem nobilitas?

O wiele bardziej prawdopodobne jest, że w kontrowersjach dotyczących takich ludzi, jak Flaminiusz, Minucjusz i Warron powinniśmy widzieć nie spór pomiędzy „ludem” – cokolwiek to słowo tutaj może znaczyć – a senatem, a raczej konflikt wewnątrz warstwy senatorskiej, co nie znaczy, że raz jedna, raz druga strona tego konfliktu nie mogła do pewnego stopnia manipulować „ludowym” poparciem dla osiągnięcia własnych celów. Nie ma wątpliwości, że wewnątrz warstwy senatorskiej dochodziło do sporów, ale kwestią dyskusyjną jest, czy można mówić o „partiach” zarówno w tym, jak i innych okresach historii rzymskiej. Oczywiście, nie istniały „partie” we współczesnym rozumieniu tego słowa z partyjnymi zjazdami, statutami i członkami. Ludzie, zwłaszcza w trakcie wyborów, byli popierani z powodów osobistych, a nie za to, czego byli zwolennikami – faktycznie, w czasach Cycerona jego brat radził mu, by startując do wyborów konsularnych, starannie unikał spraw problematycznych i starał się dawać „wszystko wszystkim”8. Jednakże po wyborach, a zwłaszcza po wpisaniu na listę senatorów, nie spędzano całych dni na rozmowach o drzewach genealogicznych własnych rodów: dyskutowano o polityce i nawet jeśli rodzinne powiązania okazywały się ważniejsze od rozsądnego porozumienia, to wokół różnych spraw musiały formować się stronnictwa. W każdym razie różnica między „osobistymi powiązaniami” a „rozsądnym porozumieniem” jest iluzoryczna: jakkolwiek „rozsądnie” ludzie by nie myśleli – odgrywają zawsze jakąś rolę, a tak naprawdę ulegają skłonnościom wrodzonym i instynktownym.

Czy takie stronnictwa były zwarte i czy przez szereg lat prowadziły spójną politykę? Przykładowo w okresie wojny hannibalskiej wykształciło się kilka stronnictw: Korneliuszy, Fabiuszy oraz koalicja Klaudiuszy i Fulwiuszy. Czy nie powinniśmy jednak postrzegać senatu jako zbioru biologicznych komórek, z jakąś wielką osobowością niczym jądrem pośrodku, czasem zjednoczonym w jakiejś sprawie, czasem dzielącym się i kształtującym inne organizmy? Szczegółami tego zagadnienia szerzej zajmę się w następnych rozdziałach, sądzę jednak, że manewry polityczne w senacie najlepiej wyjaśnić poprzez działania właśnie takich stronnictw. Można także podejrzewać, że stronnictwa te wpływały na strategię Republiki. Wydaje się, że nieprzypadkowo od 215 do 212 roku działania Republiki były ostrożne i defensywne, kiedy Kw. Fabiusz Maksymus i jego syn sprawowali trzy spośród konsulatów. Z kolei wiadomość o nowej ofensywie i blokadzie Kapui w 212 roku miała miejsce za konsulatu ludzi, którzy nie mieli żadnych powiązań z rodem Fabiuszy.

O politykach kartagińskich wiadomo mało, ale z tych niewielu danych wynika, że ich sytuacja była podobna do tej w Rzymie. Z pokolenia na pokolenie pojawiają się te same nazwiska, z czego wypływa wniosek, że w Kartaginie istotną rolę odgrywały powiązania rodowe. Jeśli kartagiński senat i dwaj główni urzędnicy, sufeci, współpracowali ze sobą, to lud kartagiński nie musiał niczego zatwierdzać. Poświadcza to szereg przekazów źródłowych9. Nie wiadomo, jak ustalano skład senatu. Prawdopodobnie dokooptowywano członków, co oznaczałoby, że lud kartagiński miał jeszcze mniej do powiedzenia, jeśli chodzi o jego skład, niż lud rzymski. Istnienie mniejszej, wewnętrznej Rady Trzydziestu i komisji sędziów zwanej Radą Stu (właściwie Stu Czterech) sugeruje, że Kartagina była rządzona przez jeszcze węższą grupę oligarchów niż Rzym. Lud kartagiński odgrywał jednak pewną rolę – Polibiusz podaje na przykład, że wybór Hannibala na wodza wojsk kartagińskich w Hiszpanii został zatwierdzony przez „lud” (3.13.4), a nawet twierdzi, że w okresie wojny hannibalskiej „u Kartagińczyków największy wpływ w obradach osiągnął lud” (6.51.6). Z całości narracji Polibiusza nie wynika jednak, że lud miał jakieś większe znaczenie w ustalaniu polityki lub strategii, a w opisanej przez niego sławnej scenie wypowiedzenia wojny w 218 roku (3.20.9-21.8; a zwłaszcza 3.33.1-4) albo równie dramatycznej scenie przyjęcia warunków Scypiona (15.19) lud w ogóle nie jest wspomniany, podczas gdy Liwiusz rzetelnie odnotowuje, że kwestia wojny z Kartaginą została przedłożona ludowi rzymskiemu (21.17.4).

Liwiusz kilka razy wspomina o „stronnictwach” w Kartaginie i zwykle wiąże je z kartagińskim senatem bądź jego członkami, co może sugerować – a w każdym razie właśnie tego można oczekiwać – że „partie polityczne”, które tam istniały, działały w podobny sposób jak w Rzymie. Doszło na przykład do próby zrzucenia winy za wybuch wojny na Hannibala i jego sojuszników: Liwiusz utrzymuje, że Kartagińczycy byli podzieleni w kwestii wojny z Rzymem (por. 21.9.4 nn.), a nawet cytuje mowę pewnego Hannona, który optował za wydaniem Hannibala Rzymianom (21.10.4 nn.). Trzeba w tym miejscu jednak zaznaczyć, że poselstwo rzymskie, które miało wysłuchać tej mowy, jest prawdopodobnie niehistoryczne, nie można zatem pokładać w treść owej mowy zbyt wiele wiary. W innym miejscu swego dzieła (23.12.8 nn.) Liwiusz w usta tego samego Hannona wkłada jeszcze jedną mowę, w której bagatelizuje osiągnięcia Hannibala. Historyk opisuje także poselstwo kartagińskie do Scypiona w 203 roku, które błagając o pokój po bitwie na Wielkich Równinach, próbowało zrzucić całą winę na Hannibala i jego stronnictwo (30.16.5), a później, kiedy poselstwo dotarło do Rzymu, miało śmiałość twierdzić, że senat i lud kartagiński tak naprawdę nigdy nie złamali porozumienia z Rzymem, gdyż Hannibal przez cały czas działał bez rozkazów (30.22.1 nn.). Oskarżenia te zostały powtórzone przez wysłaną do Rzymu po bitwie pod Zamą delegację, na której czele stał Hazdrubal zwany Kozłem (Liv. 30.42.11 nn.). Tradycja ewidentnie pochodzi od współczesnego wydarzeniom rzymskiego annalisty Fabiusza Piktora (por. Plb. 3.8.1 nn.), więc niewykluczone, że jest w tej historii nieco prawdy, chociaż – jak to widział Polibiusz – założenie, że Hannibal nie cieszył się poparciem władz i ludu Kartaginy, jest absurdalne. Niektórzy współcześni badacze wskazywali na fundamentalny rozłam w Kartaginie pomiędzy posiadaczami ziemskimi i kupcami – na czele pierwszych stać miałby Hannon, na czele drugich Hannibal. Niewykluczone, że jest coś na rzeczy, nie wydaje się jednak, aby miało to jakikolwiek wpływ na przebieg drugiej wojny punickiej, nie tłumaczy to także braku poparcia dla Hannibala ze strony floty kartagińskiej10.

Z punktu widzenia ustroju Rzym i Kartagina miały zatem ze sobą sporo wspólnego, istniała jednak między nimi jedna bardzo istotna różnica. W przypadku Rzymu od corocznie wybieranych urzędników oczekiwano, że w okresie wojny obejmą dowództwo nad armią i flotą. Nie dotyczyło to Kartaginy. Dowódcy wojsk lądowych i floty byli wyznaczani do konkretnego zadania i ich stanowiska nie były ograniczone czasowo. Pod tym względem Kartagina była państwem o wiele nowocześniejszym niż Rzym, nie można jednak przeceniać znaczenia tego czynnika. To prawda, że wodzowie rzymscy byli „amatorami” nie tylko w takim sensie, że nie istniały osobne szczeble kariery dla oficerów, ale także dlatego że rzymski system polityczny kładł nacisk nie tyle na umiejętności i doświadczenie, ile raczej na koneksje rodzinne. Nie powinno się jednak zakładać, że w rezultacie tego wszyscy wodzowie rzymscy, którzy zmierzyli się z Hannibalem albo innymi dowódcami kartagińskimi, byli niekompetentni i niedoświadczeni. Większość, jeśli nie wszyscy, nabyli doświadczenie na początku swojej kariery jako trybunowie wojskowi (tribuni militum), a wielu je pogłębiało jako oficerowie sztabowi (legati) pod dowództwem swych krewnych. Przykładowo: wielki Scypion, chociaż przed otrzymaniem komendy w Hiszpanii w 210 roku nigdy wcześniej nie dowodził armią i chociaż otrzymanie dowództwa zawdzięczał przede wszystkim temu, że był głową jednego z najbardziej wpływowych rodów wśród nobilów, służył ze swoim ojcem nad rzeką Ticinus, później pod Kannami, a prawdopodobnie walczył także nad Trebią.

Roczne sprawowanie dowództwa w praktyce nie było ściśle przestrzegane; po pierwsze dlatego że imperium konsulów lub pretorów można było prorogować (tzn. przedłużyć) na następny rok, a nawet na lata, najwyraźniej wedle uznania senatu, a po drugie dlatego że zezwalano na reelekcję na urząd, choć zazwyczaj wymagana była przerwa. Naturalnie obydwie praktyki wykorzystywano w trakcie tak niebezpiecznego i przedłużającego się konfliktu jak wojna z Hannibalem. W ten sposób wielu rzymskich wodzów zyskiwało niemałe doświadczenie albo już na początku wojny posiadało odpowiednie doświadczenie. Starsi Scypionowie na przykład, z których jeden był konsulem w 222/1 roku i dowodził armią w północnej Italii, nieprzerwanie sprawowali dowództwo w Hiszpanii od 218 roku do śmierci w 211 roku; obydwaj najpewniej od 217 roku dysponowali imperium prokonsularnym, a młodszy Scypion dowodził tam jako prokonsul od 210 do 206 roku. Na Sycylii i w Afryce z kolei dowodził od 205 do 201 roku początkowo jako konsul, potem znów jako prokonsul. Na dobrą sprawę tacy ludzie stawali się profesjonalnymi wodzami, chociaż doświadczenie żadnego z nich nie mogło się równać z dwudziestoma laty ciągłego dowództwa sprawowanego przez Hannibala.

Jeśli chodzi o reelekcję, to warto zauważyć, że na osiemnaście lat wojny hannibalskiej w ciągu dziesięciu lat co najmniej jeden z konsulów piastował już ten urząd wcześniej i dopiero po pokonaniu nad rzeką Metaurus brata Hannibala, Hazdrubala, powrócono do normalnego zwyczaju, że żaden nowo wybrany konsul nie sprawował w przeszłości tego urzędu. Taka konieczność zaistniała także w roku 211/0: wraz z upadkiem Syrakuz (prawdopodobnie późną jesienią 212 roku) i po mniej więcej wówczas zakończonych sukcesem działaniach oblężniczych wokół Kapui można było odnieść wrażenie, że wojna w Italii i na Sycylii rozwija się dobrze, a wieści nadchodzące z Hiszpanii i z Grecji także były optymistyczne. Dopiero szokująca wiadomość o klęsce Scypionów w Hiszpanii w 211 roku doprowadziła do powrotu do władzy ludzi doświadczonych. Godne uwagi jest także to, że dwaj najlepsi rzymscy wodzowie, Kw. Fabiusz Maksymus i M. Klaudiusz Marcellus, sprawowali w trakcie wojny konsulat po trzykroć; Marcellus byłby i czwarty raz, gdyby go nie pozbawił tego grzmot. W momencie gdy państwo stało w obliczu katastrofy, decydowano się na wyznaczenie dyktatora, który był obdarzony imperium przewyższającym władzę wszystkich innych urzędników. Tak stało się po klęsce nad Jeziorem Trazymeńskim w 217 roku i po klęsce pod Kannami w 216. W takich okolicznościach bezwarunkowo powoływano wodzów z doświadczeniem. Na koniec warto pamiętać, że dwaj wodzowie, których niekompetencja jest zwykle wysuwana jako przykład typowej słabości rzymskiego systemu – G. Flaminiusz i G. Terencjusz Warron – byli novi homines i musieli wykazać się wcześniej jakimiś umiejętnościami, aby dojść do tak ważnego miejsca w karierze. Klęska Flaminiusza nad Jeziorem Trazymeńskim nie wynikała z braku doświadczenia, wcześniej – w roku 223/2 – był on już bowiem konsulem i z powodzeniem dowodził armią w dolinie Padu.

W systemie kartagińskim każdy był uprawniony do sprawowania wyższego dowództwa i nie istniały limity czasowe nałożone przez kadencyjność urzędu, co powodowało, że niektórzy spośród kartagińskich wodzów mogli stać się „profesjonalistami”, na co Rzymianie nigdy nie mieliby szans. Byłoby jednak błędem zakładać, że Kartagińczycy mocno różnili się od swoich przeciwników, jeśli chodzi o zależności rodowe czy wyszkolenie: Hannibal zawdzięczał swą komendę – tak samo jak młodszy Scypion – pochodzeniu i chociaż służył pod swoim ojcem i szwagrem na długo, zanim sam przejął dowództwo, to Scypion – jak mogliśmy się przekonać – przeszedł tę samą drogę. Rozdzielenie władzy cywilnej i wojskowej w Kartaginie powodowało, że arystokracja kartagińska stawała się podejrzliwa wobec wodzów, pomimo tego że pochodzili z tej samej co oni warstwy i w przeszłości bardzo rzadko używali armii przeciwko swojemu państwu. Z tego powodu wodzowie czasami byli bojaźliwi i ostrożni. Kartagiński zwyczaj krzyżowania pokonanych wodzów z pewnością nie pomagał. Liwiusz ma rację, twierdząc, że gdyby Warron był Kartagińczykiem, prawdopodobnie zostałby stracony (22.61.15). Wodzowie otrzymywali od Kartagińczyków dość dużą niezależność, co bez wątpienia pomagało dobrym dowódcom, takim jak Hamilkar czy Hannibal, rozwijać własne pomysły. Jednocześnie można odnieść wrażenie, że władze w Kartaginie nie sprawowały nad wodzami tej samej ogólnej kontroli co senat w Rzymie i że czasami sprzeczne wieści z różnych teatrów wojny psuły kartagińskie działania wojenne w sposób, na który senat rzymski nigdy by nie pozwolił.

Wynikało to częściowo z tego, że wodzowie rzymscy byli jednocześnie senatorami i w czasie gdy nie sprawowali komendy, mogli wspierać senat swoim doświadczeniem. Nie można z pewnością tego powiedzieć o senacie kartagińskim. Hannibal na przykład nie był obecny w Kartaginie przez trzydzieści sześć lat. Kiedy wreszcie w 202 roku powrócił, postępował z niecierpliwością i „niezgodnie z panującymi obyczajami”, jak ujawnia to w anegdocie Polibiusz (15.19). Senat rzymski zbierał wszystkich doświadczonych ludzi w państwie i w owej zbiorowej mądrości nie było niczego „dyletanckiego”. Przykładowo w 218 roku senat składał się z ludzi, którzy dowodzili armiami i flotami w północnej Italii, na Sardynii i Korsyce, w Ilirii i prawdopodobnie na Sycylii; pomimo taktycznych błędów popełnionych przez jego członków w trakcie wojny hannibalskiej wydaje się, że w strategii długoterminowej się nie pomylił.

Badacze sugerują czasami, że pomiędzy „amatorskimi” siłami rzymskimi i „zawodowym” wojskiem kartagińskim była znacząca różnica. Trudno się z tym nie zgodzić. Walczący w armii rzymskiej obywatele oraz sprzymierzeńcy w zasadzie stanowili milicję zwoływaną na kampanię i później rozpuszczaną. W trakcie przedłużających się kampanii wielu takich żołnierzy nabywało dużego doświadczenia, niewielu jednak było takich – o ile w ogóle – którzy zostaliby zawodowymi żołnierzami i całkowicie porzucili dawne życie. Jednak mimo katastrofalnych klęsk poniesionych przez armię rzymską za sprawą Hannibala i wzmianek autorów antycznych o niedoświadczonych rzymskich żołnierzach (np. Plb. 3.70.10), nie powinno się lekceważyć ich umiejętności bojowych. Zawiodły kompetencja rzymskich wodzów i brak elastyczności w taktyce piechoty. Pod dowództwem wodza pokroju Scypiona w Hiszpanii i Afryce okazało się, że „amatorska” armia rzymska potrafiła poradzić sobie na polu bitewnym z najbardziej skomplikowanymi manewrami.

Dla porównania oddziały kartagińskie były częściowo złożone z „zawodowych” żołnierzy, a ich doświadczenie i wytrenowanie pozwalały Hannibalowi powierzać im różne zadania (por. Plb. 3.35.8). Nie można jednak zakładać, że w ciągu całego konfliktu większość wojsk kartagińskich składała się z zawodowych najemników. W Hiszpanii, Italii i Afryce Kartagińczycy korzystali także z naprędce zebranych rekrutów wywodzących się z miejscowej ludności, z pewnością nie bardziej profesjonalnych od rzymskich żołnierzy, z którymi mieli się zmierzyć. Wykorzystywanie żołnierzy najemnych przez Kartaginę miało poważną wadę – i nie chodzi wcale o to, że nie angażowali do walki swoich serc – było ich po prostu zbyt mało. Najemnicy kartagińscy walczyli przez całą wojnę co najmniej tak samo dobrze jak ich przeciwnicy i zachowało się bardzo mało doniesień o braku dyscypliny lub dezercjach11, ponieważ większość walczyła na obcej ziemi, a klęska oznaczała śmierć lub pójście w niewolę; dezercja z kolei była niebezpieczna. Niemniej jednak lojalnych i dobrze wytrenowanych najemników trudno było zdobyć i utrzymać, nigdy zatem nie mogli być tak liczni jak rzymscy obywatele i sprzymierzeńcy.

Względny niedobór siły ludzkiej w Kartaginie, co być może stało się w końcu jednym z głównych powodów jej klęski, prawdopodobnie nie wynikał z faktu, że miała ona mniejszą populację, z której można było czerpać. W 218 roku imperium kartagińskie było wszak rozleglejsze niż rzymskie, a jego populacja była co najmniej tak samo liczna. Początkowo jedna z kolonii założona przez osadników pochodzących z dzisiejszego Libanu12, Kartagina (tzn. Kart Hadaszt, czyli „Nowe Miasto” – jak nazywali ją Kartagińczycy) przez około trzy stulecia sprawowała przywództwo nad innymi koloniami zakładanymi na zachodzie przez ludzi wywodzących się z ich ojczyzny. W tym samym czasie Kartagina prowadziła ekspansję w głąb kraju na tereny dzisiejszej Tunezji i organizowała własne kolonie i faktorie handlowe. W momencie wybuchu drugiej wojny punickiej panowała nad obszarem mniej więcej połowy Tunezji, włączając w to całe wschodnie wybrzeże; poza Tunezją jej zasięg rozciągał się na wybrzeżu do dzisiejszej Libii, sięgając do zatoki Wielka Syrta na południe od Benghazi. Na północny-zachód od Kartaginy leżała sprzymierzona z nią Utyka, jeszcze starsza osada fenicka, choć na sojuszu z nią nie zawsze można było polegać. Za Utyką aż poza Cieśninę Gibraltarską, na terenie dzisiejszych Algierii i Maroka, ciągnął się sznur faktorii handlowych i przystani. W głębi lądu, bezpośrednio na zachód od terytorium Kartaginy, mieszkali Numidowie, których najważniejszym ośrodkiem była Cyrta (dzisiejsza Konstantyna), a za ich terytorium rozciągała się Mauretania. Ludzie tam mieszkający, szczególnie różne plemiona numidyjskie, pozostawali w luźnym przymierzu z Kartaginą i dostarczali jej żołnierzy, w tym doskonałą lekką kawalerię. Za granicą pod kontrolą Kartaginy znajdowała się większość południowej i południowo-wschodniej Hiszpanii (z grubsza tereny Andaluzji i Murcii), Baleary, niektóre mniejsze wyspy pomiędzy Afryką a Sycylią, np. Pantellaria, Malta i Gozo (zob. mapę na końcu książki).

Relacje między wspomnianymi różnymi społecznościami a Kartaginą zależały od ich pochodzenia i względnego stopnia rozwoju cywilizacyjnego. Państwa, które – podobnie jak Kartagina – powstały dzięki działalności osadników z Libanu (np. Utyka i Kadyks (Gades) w Hiszpanii) albo które same zostały założone przez Kartaginę, prawdopodobnie były związane z nią traktatami, a ich obywatele cieszyli się podobnym statusem jak Italikowie względem Rzymu. Kartagina kontrolowała jednak ich politykę zagraniczną, co jasno wynika z cytowanych przez Polibiusza (3.22-24) wczesnych traktatów zawartych między Kartaginą a Rzymem, oraz pobierała bezpośrednie i pośrednie podatki. Istnieją także dowody, że wystawiali dla Kartaginy wojsko i prawdopodobnie dostarczali wioślarzy do jej floty. Rdzenna ludność terytorium zajmowanego przez Kartaginę – Polibiusz nazywa ją „Libijczykami”, a Liwiusz „Afrykanami”13 – była w znacznie gorszej sytuacji. Musiała oddawać przeszło czwartą część swoich dochodów w okresie pokoju, a także mobilizować żołnierzy stanowiących rdzeń armii kartagińskiej. Numidowie i Maurowie cieszyli się mniejszą lub większą niezależnością, odpowiadając jedynie za wojsko. Społeczności hiszpańskie także przysyłały kontyngenty zbrojne i prawdopodobnie płaciły trybut.