Chłopcy. Faul to cię zrobił. Zaginione opowiadanie - Jakub Ćwiek - ebook

Chłopcy. Faul to cię zrobił. Zaginione opowiadanie ebook

Jakub Ćwiek

4,0
3,33 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.
Dowiedz się więcej.
Opis

Nowe, odnalezione opowiadanie Jakuba Ćwieka!

Zmiana miasta i szkoły nigdy nie jest łatwa dla pierwszaków. Zwłaszcza tych nieco odmiennych, a do takich zaliczają się młodzi Zagubieni Chłopcy. Najgorsze, że nie mogą poradzić sobie z dręczycielami zwyczajowymi sposobami, czyli po prostu spuszczając im łomot.

Sytuację zmienia - jak zwykle - dziewczę w tarapatach. Kierowani własnym, pokręconym kodeksem honorowym postanawiają wziąć odwet na starszakach. Zbliżająca się lekcja wuefu i turniej koszykówki będą idealną okazją. Stalówka ma plan...

Jacy byli Chłopcy kilkanaście lat temu? „Faul to cię zrobił” jest na to doskonałą odpowiedzią.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 29

Oceny
4,0 (6 ocen)
3
1
1
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Anelii, Kevinowi oraz wszystkim wiecznym dziewczynkom i chłopcom urodzonym pierwszego czerwca

Faul to cie zrobił

Nowe, odnalezione opowiadanie Jakuba Ćwieka!

Milczek siedział na murku z jedną nogą zwisającą swobodnie, a drugą podciągniętą niemal pod brodę. Palił i patrzył na Stalówkę z niedowierzaniem. W końcu nie wytrzymał i zamigał.

Albinos wzruszył ramionami.

– A co mam zrobić? – zapytał.

Wylał wodę z buta, wyciągnął z niego gumową wkładkę i uderzył nią kilka razy o ścianę.

– Masz może chusteczki, Kędzior?

Olbrzym sięgnął do sfatygowanego plecaka z Rambo.

– Nie, ale zajebałem srajtaśmę z nauczycielskiego – powiedział z prawdziwą dumą. – Kutafony mają jej tyle, że całe grono by się mogło za mumie przebrać, a jak ja się wczoraj chciałem wysrać, to musiałem wyrywać z zeszytu z matmy. Tylko oddaj resztę!

Rzucił rolkę bratu, a ten starannie wytarł i osuszył gumową wkładkę, po czym owinął ją w papier i wsunął do wciąż mokrego buta. Zsunął skarpetkę i, krzywiąc się, wsunął but na nogę.

Milczek pokręcił głową i znowu coś zamigał.

– Nie – westchnął Stalówka. – Jeżeli założę te od wuefu, to się Sputnik zaraz połapie i nie da mi ćwiczyć. Ma, kutas, szósty zmysł, jeśli chodzi o brudne buty na hali.

Zdjął but z drugiej nogi i powtórzył całą procedurę. Gdy skończył, podszedł do Milczka i wziął od niego papierosa. Zaciągnął się, zakasłał i spojrzał z obrzydzeniem na napis tuż powyżej filtra.

– Kurwa, Milczek, camele palisz? To trzeba mi było powiedzieć. Jak już i tak stawałem na baczność w kiblu, to mogłem ci coś tam wyłowić...

Milczek odebrał papierosa, pokazał albinosowi środkowy palec i wstał. Zaczął spacerować po murku tam i z powrotem z rękami w kieszeniach. Kędzior rzucił w niego kawałkiem wysuszonego drewna.

– Swoją drogą, Stalówka, to jak długo będziemy to jeszcze znosić? – zapytał.

– Co masz na myśli?

– No to. – Olbrzym wskazał na mokre buty brata. – Tę całą falę, mierzenie zapałkami framug, oddawanie drobnych i włażenie z buciorami do kibla. Kurwa, przecież to uwłaczające jest!

Milczek przystanął na murku, odwrócił się zgrabnie i zamigał z aprobatą.

Stalówka jednak tylko rozłożył ręce.

– Jesteś pierwszakiem, Kędzior. To jest los wszystkich pierwszaków, a już szczególnie tych odmiennych, jak ja. Poczekamy trochę, w końcu się im znudzi.

– Ale dlaczego? Przecież ja ich wszystkich mógłbym...

– Jak Kruszyna? – wszedł mu w zdanie Stalówka.

Z rudego olbrzyma w jednej chwili zeszło powietrze. Albinos dostrzegł to i poszedł za ciosem.

– Dobrze wiesz, że absolutnie nie możemy się teraz wychylać. To nowe miejsce, nowe miasto, a my już źle zaczęliśmy.

Sięgnął do parcianego chlebaka służącego mu za tornister i wyjął zeń pogniecioną paczkę lucky strike’ów. Wyjął jednego, wyprostował, zapalił.

– Jeżeli mama znowu straci pracę, jeżeli znowu nie będzie nas stać na czynsz...

Nie musiał kończyć. Wszyscy pamiętali ostatni rok, a szczególnie zimę na działkowych ogródkach. Bardzo szybko przygoda, jaką było mycie się w balii, rozpalanie ognisk co wieczór i spanie na drewnianej podłodze altanki w cieniutkich śpiworach, przerodziła się w lodowaty, skręcający z głodu koszmar, do którego żaden z nich nie chciał wracać. A przecież nie oddalili się od niego na więcej niż kilka kroków. To wszystko, ten spokój, komfort regularnych obiadów i własnych łóżek w ciasnym, dwupokojowym mieszkanku, to wciąż pachniało dla nich okresem próbnym, który wszyscy, nie tylko Dzwoneczek, musieli przejść.

Nagle gdzieś na ścieżce trzasnęła gałązka. Chłopcy odwrócili się równocześnie, a Stalówka szybko cisnął papierosa w dal i powachlował ręką przed twarzą. Prawdopodobieństwo, że to nauczyciel, było znikome – mało komu, nawet spośród uczniów, chciało się przedzierać przez chaszcze w parku za szkołą, wiodące do tych ceglanych resztek po budce na sprzęt ogrodniczy – ale i tak woleli nie ryzykować. Dyrektor ostatnio był wyjątkowo cięty na palaczy.

Po chwili spomiędzy krzaków wyłoniła się wysoka, szczupła brunetka o włosach przyciętych na linii brody. Typ modelki – śliczna buzia, długie nogi, drobne piersi, smukła szyja. Stalówka westchnął i sięgnął do paczki po kolejnego papierosa.

– Cześć, Klaudia.

– Cześć – odpowiedziała.

Wydawała się jakaś rozkojarzona, nieobecna. Zdenerwowana?