Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Tesla. Władca piorunów - ebook

Wydawnictwo:
Data wydania:
21 lutego 2018
Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Czytaj fragment
Pobierz fragment
29,99

Tesla. Władca piorunów - ebook

Genialny i zazdrosny, skonfliktowany z Marconim – o wynalazek radia, z Edisonem – o zasady, pieniądze i podpatrzone wynalazki. Nominowany do nagrody Nobla, nigdy jej nie otrzymał. Podobno komitet noblowski zdecydował tak, by nie drażnić innych wynalazców. Wierzył w teorię płaskiej Ziemi i eter – tajemniczą substancję otaczającą naszą planetę rewelacyjnie przewodzącą promieniowanie elektromagnetyczne. Twierdził, że skonstruował odbiorniki potrafiące czerpać z energii wszechświata. O tajemniczych urządzeniach, które demonstrował starannie wybranym osobom, krążyły legendy. Jego twarz gościła na okładce Time’a, a wielkonakładowe gazety informowały, że wynalazł tajemniczy promień potrafiący strącić tysiące samolotów z odległości ponad 500 kilometrów. Pracownia naukowa genialnego wynalazcy spłonęła w tajemniczych okolicznościach – wraz z cenną dokumentacją badań. Nigdy nie odnaleziono sprawców. Wszystko podporządkował swoim wynalazkom, żył w celibacie, nie wiążąc się z nikim. Jego śmierć wpisała się w ciąg wydarzeń nazywanych nieraz spiskową teorią dziejów. Ciała nie poddano autopsji, a z jego pokoju zniknęły zapiski naukowe i czarny notatnik podpisany „Sprawy rządowe”. Wszystkie posiadłości należące do Tesli zostały skonfiskowane przez urząd o nazwie Powiernictwo Majątków Obcokrajowców, pomimo że był on pełnoprawnym obywatelem Stanów Zjednoczonych. Zapomniany geniusz. Wizjoner. Tesla.

Kategoria: Biografie
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8079-805-2
Rozmiar pliku: 949 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Wstęp

XIX stulecie nazwano wiekiem pary i elektryczności. Jego początek to łuczywo i świece, konne dyliżanse i żaglowce, gołębie pocztowe i konni posłańcy. Kilkadziesiąt lat później ludzkość znała już żarówkę, linie kolejowe, parowce, profesjonalne elektrownie, silniki trójfazowe, fotografię, kino, telegraf i telefon. Znała i powszechnie stosowała. Maszyna parowa, urządzenia elektryczne i inne wynalazki odmieniły życie milionów ludzi na całym świecie.

Pierwsza połowa XIX wieku to czas pary i maszyny parowej, której historia sięga jeszcze początków poprzedniego stulecia. Pierwsze doświadczenie obrazujące wielkie możliwości i energię pary wodnej wykonał francuski matematyk Florence Rivault. Ten szambelan Henryka IV i nauczyciel Ludwika XIII w 1605 roku napełnił wodą wydrążoną w środku, grubościenną metalową kulę. Następnie zamknął ją szczelnie i umieścił w ognisku. W wyniku nagrzania woda zamieniła się w parę o ogromnym ciśnieniu i rozsadziła kulę.

Pierwszą maszynę parową zbudował angielski kowal i wynalazca Thomas Newcomen już w 1705 roku, ale dopiero w początkach XIX wieku zaczęła ona odgrywać znaczną rolę w przemyśle, kiedy w istotny sposób ulepszył ją szkocki inżynier James Watt. Stało się to w roku 1763 i zapoczątkowało tak zwaną rewolucję przemysłową.

Silniki parowe znalazły zastosowanie w parowozach, na statkach oraz stosowane były do celów przemysłowych, gdy potrzebowano jednocześnie pary grzewczej. Okres ich tworzenia odegrał olbrzymią rolę w szerzeniu postępu prawie we wszystkich dziedzinach techniki. Komunikację zrewolucjonizowała stworzona w 1814 roku przez George’a Stephensona lokomotywa o nazwie „Rakieta” („Rocket”). Już w roku 1830, na trasie Liverpool – Manchester, rozpoczął się regularny przewóz pasażerów.

Elektryczność jako zjawisko fizyczne istniała już od zarania materii. Podstawowe budulce naszego świata zawierają w sobie naładowane cząsteczki elementarne obdarzone ładunkiem elektrycznym. Zjawisko elektryczności statycznej znane było już starożytnym Grekom 600 lat przed naszą erą. Nowsze badania eksperymentalne nad tym zjawiskiem przeprowadzono w XVII i XVIII stuleciu. Nagromadzenie dużej ilości ładunku elektrycznego manifestuje się zwykle wyładowaniem – gwałtownym i krótkotrwałym przepływem ładunku w postaci prądu o wysokim napięciu.

Generowanie prądu elektrycznego w sposób ciągły było nierealne aż do początku XIX wieku. W 1800 roku włoski fizyk Alessandro Volta napisał do przewodniczącego Towarzystwa Królewskiego w Londynie Josepha Banksa list, w którym objaśnił konstrukcję urządzenia zdolnego do wytwarzania elektryczności w sposób ciągły. Był to tak zwany „stos Volty” lub inaczej ogniwo chemiczne złożone z ułożonych na przemian cynkowych i srebrnych płytek oddzielonych warstwami papieru nasączonego zasoloną wodą.

Naukowcy szybko zrozumieli, jak potężne narzędzie uzyskali dzięki temu odkryciu. Angielski chemik i fizyk Humphry Davy rozwinął konstrukcję „stosu Volty” (nazwanego później baterią), dzięki czemu w ciągu ośmiu lat zdołał metodami elektrolitycznymi wyodrębnić nowe pierwiastki: sód, potas, magnez, wapń, stront oraz bar. Obecnie trudno wyobrazić sobie życie bez elektryczności, która jest powszechnie stosowanym nośnikiem energii. Stosujemy ją wszędzie: od najprostszych urządzeń, takich jak żelazko i lampa, przez telewizor i komputer aż po silniki stosowane w ekologicznych samochodach.

Wielu literatów i filozofów zwykło nazywać drugą połowę wieku XIX mianem belle époque – pięknej epoki. Życie nabrało wówczas szczególnego smaku – smaku nowości, nęcących reklam, różnorodnych towarów pachnących egzotyką krajów kolonialnych… Ostatni niemiecki cesarz i król Prus – Wilhelm II Hohenzollern określał z kolei wspomniane stulecie mianem „wspaniałych czasów”. Nazywane tak czy inaczej było w każdym razie okresem, w którym ludzki geniusz sięgnął szczytu. Był tak doskonały jak nigdy wcześniej. Był tak wszechstronny, iż objął wszystkie dziedziny życia. Był tak dociekliwy, że poszukiwał odpowiedzi na wszelkie zadawane pytania.

Niewykluczone, że świat mógłby się zmienić jeszcze bardziej, gdyby zrealizowano wówczas wszystkie pomysły trochę już zapomnianego geniusza - Nikoli Tesli. Często mówi się o nim właśnie jako o „zapomnianym wizjonerze”, bez którego współczesność nie byłaby taka, jaką jest. Wielu widzi w nim największego wynalazcę wszechczasów. Są też i tacy, którzy twierdzą, że był kosmitą. Kimkolwiek był, jedno jest pewne: bez Nikoli Tesli świat wyglądałby dziś zupełnie inaczej. Większość ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy, jak wielki był jego wpływ na kształt dzisiejszej elektronicznej cywilizacji.

Pokoje numer 3327 i 3328 w hotelu New Yorker na Manhattanie przychodzą dziś oglądać ludzie, których można podzielić na trzy kategorie. Pierwsza to inżynierowie, elektrycy i entuzjaści technologii. Drugą stanowią fani UFO, podróży w czasie, hodowcy gołębi, telepaci oraz wyznawcy New Age. Trzecia to Serbowie i Chorwaci. Co sprawia, że dwa przeciętne pokoje są dla nich tak elektryzujące ? Prawda jest taka, że przyciąga ich nie miejsce, ale – dotyczy to zwłaszcza drugiej grupy – duch osoby, która tu mieszkała. Goście chcą oddać hołd człowiekowi wyprzedzającemu swoje czasy. Dziwakowi, samotnikowi, geniuszowi – Nikoli Tesli.

Przez niektórych uważany był (i właściwie nadal jest) za ekscentryka i wariata. Przez wielu innych zaś za człowieka, który wyprzedził stulecie. Mroczny wizjoner, geniusz i szaleniec. Właśnie ta wybuchowa mieszanka stworzyła nieprzemijający do dzisiaj mit Tesli. Przysłużył się do rozwoju wielu kluczowych nowoczesnych dziedzin nauki i techniki. Choć większość z jego pomysłów nigdy nie doczekała się realizacji, położył podwaliny pod przyszłość, dla której – jak sam twierdził – tworzy.

Dość powszechnie mówi się, że to on wynalazł XX wiek. Trudno się z tym nie zgodzić, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że był autorem 112 patentów, z których najsławniejsze to: silnik elektryczny, prądnica prądu zmiennego, autotransformator, dynamo rowerowe, elektrownia wodna, bateria słoneczna, transformator Tesli – czyli rezonansowa cewka wysokonapięciowa i świetlówka. Stworzył podstawy teoretyczne konstrukcji radia i choć sam wynalazek „gadającej skrzynki” przypisuje się komu innemu, dopiero zastosowanie jego teorii umożliwiło rzeczywisty rozwój radiofonii i telewizji na świecie. Nikola Tesla był też między innymi twórcą pierwszych urządzeń zdalnie sterowanych drogą radiową. Oprócz przyczynienia się do rozkwitu elektrotechniki i nauki o elektromagnetyzmie wniósł znaczący wkład w rozwój takich dziedzin jak radiotechnika, robotyka, informatyka czy fizyka cząstek.

I choć pierwszeństwo wykonania niektórych wynalazków przyznano innym, co w zbiorowej świadomości zostało już mocno utrwalone, to późniejsze badania właśnie Tesli oddały hołd, uznając jego prymat w tych dziedzinach.

Współcześnie wykorzystuje się zaledwie około trzydzieści spośród jego wynalazków. Wciąż czekają na zastosowanie urządzenia oparte na interferencji fal: „haubica Tesli”, „tarcza Tesli”, silnik z turbiną talerzową, czy odbiornik bezpłatnej energii. Zagadką pozostaje teoria pola torsyjnego, za pomocą której można ponoć udowodnić między innymi istnienie prędkości szybszych od światła.

Przede wszystkim jednak po Tesli i jego doświadczeniach pozostały do dzisiaj niewyjaśnione tajemnice. Największą zagadkę stanowią najbardziej wybiegające w przyszłość wynalazki genialnego naukowca: broń energetyczna, kontrola nad pogodą oraz jego największy sen – bezprzewodowa transmisja prądu. Fakt otoczenia tych wynalazków tajemnicą postrzegany jest jako próba ukrycia przed opinią publiczną odkryć mających znaczenie militarne… Panuje też powszechne przekonanie, że robi się wszystko, aby Nikola Tesla ciągle pozostawał jednym z „wielkich nieznanych”.

Jego życie przypomina losy wielu innych wybitnych jednostek, w których radość zwycięstwa przeplatała się z goryczą niepowodzeń. U schyłku życia uchodził za „szaleńca” wygłaszającego niezrozumiałe lub niewiarygodne stwierdzenia o przyszłości nauki. Niektóre z jego wynalazków i odkryć próbowano wykorzystać do poparcia różnych teorii pseudonaukowych, a nawet okultystycznych.

Tesla już od wczesnego dzieciństwa podróżował w czasie i przestrzeni. Za sprawą tej niezwykłej przypadłości śnił na jawie – odwiedzając fantastyczne miasta oraz kraje. W wydanym przez czasopismo „Electrical Experimenter” w 1919 roku autobiograficznym cyklu wspomnień My Inventions pisał:

Żyłem tam, spotykałem ludzi, nawiązywałem przyjaźnie oraz znajomości i, co wydać się może niewiarygodne, były mi one równie drogie, jak te z normalnego życia.

Ze wspomnianych „podróży” przywoził niezliczone projekty, które opracowywał w najdrobniejszych wręcz detalach we własnej wyobraźni i których zwykle nie przenosił na papier, ponieważ nie cierpiał rysować, a jeśli już musiał, kreślił schematy małe jak znaczki pocztowe. „Nadawanie realnego kształtu surowej idei, jak to się zwykle czyni, nie jest, jak utrzymuję, niczym więcej niż stratą energii, pieniędzy i czasu” – twierdził. Za tę rzadko spotykaną umiejętność Tesla – swoją drogą cierpiący na liczne nerwice natręctw – płacił bardzo wysoką cenę. Wyostrzone do możliwości granic zmysły były źródłem udręki: dźwięk dorożki wprawiał jego ciało w drżenie, gwizdek przejeżdżającej w oddali lokomotywy sprawiał fizyczny ból, a mrugające światło miażdżyło czaszkę.

Większość historii mówiących o jego ekscentrycznym zachowaniu miała w sobie ziarno prawdy. Delikatny i dobrze wychowany Tesla nigdy się nie ożenił, nie utrzymywał nawet bliskich stosunków z kobietami, w zasadzie nie miał domu, a całe życie spędzał w pokojach hotelowych. W ekskluzywnym Waldorf-Astoria kelnerzy wraz ze sztućcami musieli mu zawsze przynosić osiemnaście serwetek. Właśnie dokładnie tyle potrzebował, aby wyczyścić i tak lśniące czystością widelce oraz noże. W hotelach unikał pokoi i pięter, których numery nie dzieliły się przez trzy. Dźwięk wydawany przez lądującą na stole muchę ranił jego uszy. „Hałas” wywoływany przez trzeszczenie łóżka tak bardzo mu przeszkadzał, że wyposażył ten prosty i pożyteczny sprzęt w amortyzatory.

Jestem wyjątkowo wrażliwym i dokładnym instrumentem odbierającym sygnały, innymi słowy medium – twierdził. – Jednak taka cecha mózgu łączy się z wielkim niebezpieczeństwem dla życia.

Powszechnie wiadomym było, że obsesyjnie obawia się zarazków i dlatego nie podaje ręki przy powitaniu.

Ta fobia najwyraźniej nie dotyczyła jednak ptaków. W Bryant Park, obok nowojorskiej biblioteki publicznej, każdego dnia można było spotkać jego chudą postać w meloniku karmiącą gołębie okruszkami chleba. Ptaki siadały uczonemu na głowie i ramionach. Upodobanie do karmienia ptaków narastało wraz z wiekiem, a opieka nad nimi przyjmowała formę wręcz obsesyjną.

Przez wielu uważany był za karykaturę – wzorzec szalonego naukowca i opętanego geniusza. Jego styl, miłość do spektakli oraz wielkie idee pozwoliły światu widzieć w nim romantycznego wizjonera – bardziej naukowego wieszcza aniżeli praktycznego dwudziestowiecznego wynalazcę. Niezależnie o tego, czy jego pomysły nadawały się do realizacji,
czy nie, z pewnością przerastały ówczesne możliwości. Nasz dzisiejszy świat nie jest z kolei aż tak bardzo oddalony od tego, w którym żył Tesla. To jedynie sto lat, które w przypadku innego kursu historii mogłoby przynieść realne owoce jego geniuszu. Jak na razie jednak w ogólnym ujęciu pozostaje on męczennikiem nauki i świętym patronem elektryczności.

Nikola Tesla do dzisiaj jest idolem zwolenników różnorodnych teorii spiskowych, którzy uważają, iż wiele jego wynalazków jest dotąd skrzętnie ukrywanych przez amerykański rząd. Stały się one bowiem kiedyś śmiertelnym zagrożeniem dla korporacji czerpiących zyski ze sprzedaży prądu. Jego zuchwałe zapowiedzi darmowej energii dla każdego wprawiły podobno w panikę ludzi z Wall Street. Kiedy był u szczytu swoich możliwości twórczych, nagle wszyscy sponsorzy, którzy zarobili krocie na jego wynalazkach, wycofali się z finansowania eksperymentów. Za pomocą rozmaitych intryg usiłowali zepchnąć go na margines świata nauki.

Nazwisko Tesli niektórzy też wiążą z głośnym „eksperymentem filadelfijskim” przeprowadzonym podobno 23 października 1943 roku na amerykańskim okręcie wojennym „USS Eldridge” stacjonującym w Bazie Sił Morskich USA w porcie Filadelfia i zakończonym tragedią.

Według spekulacji eksperyment miał dowieść istnienia i zbadać właściwości jednobiegunowego pola magnetycznego. Teorię pod nazwą Jednolita teoria pola, stanowiącą podstawę eksperymentu, opracował Albert Einstein w latach 1925–1927. Jedną z cennych z punktu widzenia wojska właściwości takiego nieznanego współczesnej fizyce pola,
byłoby odchylanie promieni światła nawet o kilka procent, co z kolei miałoby umożliwić ukrycie obiektu znajdującego się w obszarze je-
go działania.

Skutki eksperymentu z biegiem czasu obrosły legendą. Podobno okręt otoczony został szarą mgłą, a następnie stał się całkowicie niewidoczny, czemu towarzyszył oślepiający błysk światła i… teleportacja. Podobno odnalazł się kilkaset kilometrów dalej. Znaczna część załogi rzekomo poniosła śmierć, zaginęła lub zapadła na choroby umysłowe…

Baczna uwaga, jaką Tesli poświęcało FBI, też dawała wiele do myślenia. Spora część dotyczących genialnego wynalazcy dokumentów została odtajniona dopiero przed kilkoma laty na mocy Ustawy o swobodnym dostępie do informacji (Freedom of Information Act). Raporty te poświadczają między innymi fakt, że agenci Federalnego Biura Śledczego chodzili za nim krok w krok. Niektórzy sugerują, że ich głównym zadaniem było zbieranie wyrzucanych przez niego serwetek, na których notował różne rzeczy.

Projekty wielu niezrealizowanych wynalazków zniknęły z pokoju hotelowego uczonego już kilka godzin po jego śmierci, zabrane stamtąd przez rządowych agentów. Rząd amerykański nadał im klauzulę ścisłej tajności. Jeszcze w roku 1980 Margaret Cheney podczas zbierania materiałów do biografii wynalazcy1 prosiła liczne agendy rządowe – powołując się na wspomnianą wyżej Ustawę o swobodnym dostępie do informacji – o dostęp do jego archiwum. Początkowo rząd uporczywie zaprzeczał, że posiada papiery należące do Tesli, później Departament Obrony przyznał, iż je ma, lecz odmówił autorce wglądu do nich, zasłaniając się względami bezpieczeństwa narodowego.

Dlaczego? Komu zależy na tym, by prawie siedemdziesiąt lat po śmierci bohatera tej opowieści pozostawał on wciąż jednym z „wielkich nieznanych”? Co takiego odkrył Nikola Tesla, że skazano go na niemal całkowite zapomnienie?

Umarł w samotności i zapomnieniu, twierdząc, że jako jedyny na całym świecie poznał naturę elektryczności. Eleanor Roosevelt przesłała rodzinie zmarłego wyrazy szczerego współczucia. Trzej laureaci Nobla w dziedzinie fizyki – Millikan, Compton i Franck – oświadczyli wspólnie, że Tesla był „jednym z największych umysłów, jakie znał świat, człowiekiem, który utorował drogę wielu ważnym technicznym zdobyczom naszych czasów”.

Na pogrzebie wynalazcy burmistrz Nowego Jorku Fiorello La Guardia powiedział:

Zmarł Nikola Tesla. Zmarł w biedzie, ale był jednym z najważniejszych ludzi, którzy kiedykolwiek żyli. To, co stworzył, jest wielkie, a wraz z upływem czasu stanie się jeszcze większe.

------------------------------------------------------------------------

1 Margaret Cheney, Tesla: Man Out of Time, A Touchstone Book, New York 2001.PROLOG
(7 stycznia 1943)

Zjawili się kilka godzin po tym, jak pracownicy przedsiębiorstwa pogrzebowego wynieśli z pokoju zwłoki. Błysnęli portierowi metalowymi znaczkami, dyrektorowi hotelu pokazali urzędowy papier z nakazem przeszukania opatrzony wszystkimi stosownymi pieczęciami. Żaden klucz uniwersalny, żadne hasło, przynależność do wyższych sfer, a nawet pokrewieństwo z rodziną królewską nie otwiera drzwi tak skutecznie, jak policyjna odznaka. Ludzie wprawdzie niechętnie, ale jednak zawsze je otwierają.

Obydwaj w żaden sposób nie przypominali swym wyglądem agentów FBI. Funkcjonariusze tajnej policji zawsze zresztą starają się wyglądać na kogoś innego niż tajniacy. Wbrew temu, jak zwykle przedstawiają ich pisarze w sensacyjnych powieściach, nie mają kwadratowych szczęk, ostrzyżonych na jeża głów, kapeluszy z szerokim rondem, szarych garniturów i min tak smutnych, jak gdyby właśnie wrócili z pogrzebu. Nie noszą również nałogowo ciemnych okularów i nie siadają okrakiem na krześle.

Corey Sanders z powodzeniem mógł uchodzić za nauczyciela angielskiego w dobrej, prywatnej szkole średniej. Ubrany był w eleganckie szare półbuty, szare spodnie i popielaty sweter w serek. Całości dopełniała śnieżnobiała koszula i zawiązana pod szyją czarna muszka.

Jego partner, William Spivey, wyglądał dla odmiany jak przestępca. Sanders był raczej szczupły, Spivey krępy, z szerokimi ramionami i byczym karkiem. Brązową marynarkę miał ciasno opiętą na szerokiej piersi. Twarz Coreya Sandersa zdawała się promieniować inteligencją i wrażliwością, Spivey natomiast sprawiał wrażenie tępego goryla. Twarz miał pokiereszowaną, całą w szramach, spłaszczeniach i zgrubieniach. Była to twarz, która niczego nie musiała się obawiać, ponieważ wszystko, co można by pomyśleć, już się jej przydarzyło.

Sądząc po wyglądzie Sandersa, asystujący w charakterze świadka przy czynnościach dyrektor hotelu New Yorker Harvey Bloom spodziewał się, że będzie on przeprowadzał rewizję schludnie i systematycznie, nie robiąc bałaganu; przez analogię myślał również, że Spivey okaże się flejtuchem zostawiającym wszędzie brudne odciski swoich łap.

W rzeczywistości było odwrotnie. Agent Spivey badał każdy przedmiot z troską, a następnie odstawiał na poprzednie miejsce bądź układał w przyniesionym ze sobą sporych rozmiarów kartonowym pudle. Natomiast kiedy zawartość jakiejś szuflady kończył przeglądać funkcjonariusz Sanders, podłoga u jego stóp zaśmiecona była papierami. Niedopałki gasił na stoliku, kubek po kawie wyrzucił przez okno, a po załatwieniu w toalecie naturalnej potrzeby fizjologicznej nie spłukał nawet muszli klozetowej.

– Nie ma żadnego powodu, żeby zostawiać tutaj chlew – nie wytrzymał w końcu Harvey Bloom.

– Pan Tesla jest zbyt martwy, żeby się tym przejmować – mruknął w odpowiedzi Corey Sanders.

Udawał, że nie dostrzega pełnego potępienia spojrzenia dyrektora. Zapewne miał w tym dużą wprawę.

– Ale to nie jego prywatne mieszkanie, tylko pokój w hotelu – zaprotestował dyrektor. – Ktoś będzie to musiał posprzątać.

– Macie tu chyba sprzątaczki, co nie? – rzucił w jego kierunku przedstawiciel FBI.

Nie przypominał już sympatycznego profesora college’u, raczej kojarzył się ze złośliwym belfrem z podstawówki w jakiejś zakazanej dzielnicy. Takim, który każe uczniom wyciągać przed siebie dłonie i bije po nich drewnianą linijką. Głos miał twardy, niski, jego barwa kojarzyła się z zepsutą maszyną parową.

Zamknij się pan łaskawie i nie przeszkadzaj w czynnościach urzędowych –
dodał aroganckim tonem. – Poza tym kiedy przeprowadzam rewizję, nie ma żadnego pieprzonego powodu, żeby ktoś mnie pouczał.

– Złożę na panów skargę – zagroził mister Bloom.

– A składaj se pan, co tylko chcesz – warknął agent Sanders. – Choćby do samego Pana Boga.

– Nie, nie do Boga – wyjaśnił spokojnie dyrektor. – O ile się orientuję, to szefem nowojorskiego biura FBI jest ciągle mój stary kumpel John Evans, ojciec chrzestny mojej córki Sary. Zaraz zresztą do niego zadzwonię…

– Musi pan wybaczyć Coreyowi – wtrącił się agent Spivey. Pomimo brutalnego wyrazu twarzy miał ciepły, kulturalny głos. – Miał naprawdę bardzo ciężki dzień – dodał pojednawczo.

– Nic nie muszę – zirytował się dyrektor. – Jestem gotów się założyć, że stary da wam za to nieźle po głowie.

– On nie miał nic złego na myśli – tłumaczył dalej Spivey.

– Jak cholera.

– Po prostu jest dziś wyjątkowo spięty.

– Jak cholera – powtórzył Bloom. – Sądząc po zachowaniu pańskiego kolegi, można by pomyśleć, że wstał z łóżka lewą nogą.

Sanders spojrzał na niego z lodowatą wściekłością, ale powstrzymał się od komentarza. Zdechła foka zmrożona na lód emanowałaby większym ciepłem niż spojrzenie agenta.

– Podobno jakieś rzeczy zmarłego znajdują się również w hotelowej piwnicy? – odezwał się agent Spivey.

– Zgadza się.

– Chcielibyśmy również tam zajrzeć.

– Nie widzę przeszkód.

– Czy ma pan klucz do tego sejfu? – pracownik FBI popatrzył wymownie na stojącą w rogu pokoju ciężką metalową szafę.

– W żadnym wypadku. To prywatny sejf pana Tesli, a nie hotelowy.

– Dlaczego więc nigdzie nie znaleźliśmy klucza?

– Tego nie wiem – wzruszył ramionami Harvey Bloom. – Panowie przed wami też musieli wzywać ślusarza.

– Jacy znów panowie? – zaniepokoił się funkcjonariusz.

– Pan Kosanovič i jeszcze dwóch innych.

– Cholera! Dlaczego pan im na to pozwolił? – zdenerwował się grzebiący w koszu na śmieci agent Sanders.

– A dlaczego niby miałem nie pozwolić? – dyrektor ponownie wzruszył ramionami. – Pan Kosanovič jest bratankiem pana Tesli i jego naturalnym spadkobiercą. Nie widziałem najmniejszego powodu, żeby mu czegokolwiek zabraniać.

– Pan będzie miał z tego powodu grube nieprzyjemności – syknął Sanders.

– Nieprzyjemność to ja już mam, rozmawiając z takim gburem jak pan –
Bloom rzucił na rozmówcę jadowite spojrzenie. – A konsekwencjami niech pan mnie nie straszy, łaskawco. W żadnym wypadku nie złamałem obowiązującego prawa.

Dyrektor wyjrzał przez szerokie okno na zewnątrz. Ciężkie płatki śniegu opadały jak bataliony białej armii sprawnie zajmującej nagą, ciemną ziemię. Przy tego rodzaju pogodzie ponury w gruncie rzeczy i bezosobowy pokój wydawał się być azylem ciepła i spokoju. Nawet pomimo obecności obu tajniaków i bałaganu wywołanego ich pracą. Nic nie daje takiego poczucia bezpieczeństwa jak dobrze ogrzane, przytulne pomieszczenie, gdy lodowata zima skuwa świat za oknem.

– A czego panowie właściwie szukacie? – zapytał Bloom agenta Spiveya.

– Przykro mi, ale tego powiedzieć nie mogę – uśmiechnął się przepraszająco funkcjonariusz. – Rozumie pan, tajemnica służbowa. Na zlecenie ministerstwa obrony mamy po prostu zabezpieczyć wszystkie dokumenty zmarłego pana Tesli.

*

Narastająca od 1938 roku groźba wojny z Trzecią Rzesza i państwami Osi sprawiła, że rozwój nauki był ściśle związany z losami wojny i pokoju. 2 sierpnia 1939, na krótko przed wybuchem II wojny światowej w Europie, Albert Einstein napisał list do ówczesnego prezydenta USA Franklina Delano Roosevelta, w którym wraz kilkoma innymi naukowcami zawiadomił go o podjętych w hitlerowskich Niemczech pracach nad otrzymaniem wzbogaconego U-235 mogącego posłużyć do zbudowania bomby atomowej.

Wojny miały zresztą od wieków niebagatelny wpływ na rozwój nauk fizycznych oraz inżynierii. I odwrotnie – nauka na losy wojen. Wojsko finansowało badania naukowe już w czasach renesansu. Książęta i królowie – szczególnie we Włoszech i Niderlandach – płacili ciężkie pieniądze takim ekspertom jak Leonardo da Vinci czy Galileusz. Z punktu widzenia historii nauki najważniejszym konfliktem zbrojnym była jednak
II wojna światowa. Wtedy to właśnie stworzono podwaliny wielu szeroko stosowanych dziś rozwiązań technicznych. Poza tym nastąpiła zasadnicza zmiana w sposobie organizacji i finansowania badań przez państwo. Rządy – zwłaszcza amerykański – wykorzystały w pracach na rzecz wojska talenty tysięcy naukowców, podejmując działania w niespotykanej do tej pory skali.

Jeszcze w 1939 roku rząd USA podjął wielkie przedsięwzięcie pod nazwą „Projekt Manhattan”. Jego celem było przeprowadzenie badań i wyprodukowanie nadającej się do praktycznego użytku bomby atomowej. W wyniku prac nad tym programem w niespełna pięć lat bomba atomowa przekształciła się z teoretycznej koncepcji w przerażającą rzeczywistość. Stało się tak dzięki temu, że pozwolono grupie najlepszych naukowców na świecie zrealizować swe zdolności twórcze w ramach szczodrze finansowanego, ale jasno zakreślonego programu badawczego.

Najbardziej skomplikowanym zadaniem było wyprodukowanie wystarczających ilości wzbogaconego uranu. Rządy wielu państw: Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Związku Radzieckiego, USA, Japonii, Chin i Włoch powołały grupy ekspertów mających za zadanie zbadać możliwe zastosowanie rozszczepienia atomu. Wszyscy wiedzieli, że gdyby Niemcy pierwsze zbudowały bombę jądrową – Stany Zjednoczone, a wraz z nimi cały cywilizowany świat mógłby tę wojnę przegrać. Była to więc sprawa życia i śmierci. W USA zbudowano szybko dwa wielkie kompleksy przemysłowe w celu wyprodukowania dostatecznej ilości dwóch rodzajów paliwa jądrowego: uranu i nowo odkrytego pierwiastka – plutonu.

W roku 1944 prace nad budową bomby atomowej szły już pełną parą, zarówno w Niemczech, jak i w USA. Z początkiem kwietnia Amerykanie nabrali pewności, że hitlerowcy nie wygrają z nimi wyścigu o to, kto pierwszy dysponował będzie tym potwornym narzędziem zagłady. Niemieccy uczeni, mimo że dysponowali najlepszą kadrą, nie zdołali zbudować bomby atomowej. Najbardziej zaawansowanych badań nad rozszczepieniem jądra atomowego dokonał profesor Otto Hahn, lecz dalszy ciąg jego prac prowadził na manowce. Poza tym alianci bardzo skutecznie niszczyli wszelkie zalążki niemieckich prac mogące doprowadzić do atomowego sukcesu. Przeciwnicy hitleryzmu wewnątrz Niemiec, z laureatem Nagrody Nobla z 1914 roku Maxem von Laue na czele, świadomie kierowali badania na błędne tory. Historia pozytywnie oceniła tę zdradę. Natomiast Johannes Stark, laureat Nagrody Nobla z roku 1919, za gorliwe popieranie hitleryzmu dostał cztery lata więzienia. Niemieccy fizycy doprowadzili badania atomowe do takiego stanu, że mieli wszystkie elementy składowe reaktora. Nie zdążyli go jednak złożyć.

Jak wiadomo, Tesla pracował również nad „promieniami śmierci”, bronią wykorzystującą promienie laserowe i cząsteczkowe. W obszarze jego zainteresowań znalazła się także broń oparta na infradźwiękach. Tesla przewidział możliwość konstrukcji bomb elektromagnetycznych, które niszczyłyby urządzenia elektryczne wroga (takich właśnie bomb użyła niedawno armia amerykańska walcząca w Afganistanie). Jego prace posłużyły za fundament pod doświadczenia związane ze zdalnym wpływaniem na mózg przez fale elektromagnetyczne. Krótko mówiąc, duża część badań wynalazcy dotykała kwestii związanych z przemysłem zbrojeniowym i nic w tym dziwnego, że ich postępami zainteresowani byli amerykańscy wojskowi.

Tesla uważał, że jego broń (strzelająca na odległość ponad 200 kilometrów wiązką energii mogącą zniszczyć dziesięć tysięcy samolotów) uniemożliwi w przyszłości wojny, bo jeśli państwa dysponowałyby tak straszliwym orężem, jakikolwiek atak stałby się niemożliwy. W 1937 roku zaproponował dostarczenie swojego systemu uzbrojenia głównym mocarstwom, lecz nie spotkało się to z zainteresowaniem. Wyjątkiem był ZSRR, który (podobno) zapłacił mu dwadzieścia pięć tysięcy dolarów za wstępne plany.

Czego tak naprawdę agenci Federalnego Biura Śledczego szukali w jego pokoju i co rzeczywiście znaleźli? Co stało się z dokumentami, które zabezpieczyli? Kto, w jaki sposób i czy w ogóle kiedykolwiek je wykorzystał? Co zabrali z sejfu trzej ludzie, którzy pojawili się tam przed funkcjonariuszami?

Przedstawiona niżej historia stanowi zaledwie próbę odpowiedzi na te pytania. Próbę, bo właściwie nikt dotąd żadnych konkretnych odpowiedzi nie udzielił. I raczej nie należy spodziewać się żadnych wyjaśnień, gdyż wiele akt dotyczących tej sprawy do dziś otoczonych jest klauzulą najwyższej tajności. Podejmowane na przestrzeni wielu lat przez szereg ludzi tropy wiodły zwykle na manowce. Ktoś zresztą bardzo się postarał, żeby tak było. Rezultatem rozlicznych badań i śledztw są jedynie mniej lub bardziej wiarygodne teorie. Być może Tesla zabrał tajemnicę swej superbroni do grobu?

W każdym razie zwolennicy spiskowych teorii uważają, że sporo jawnych i tajnych wynalazków dokonanych w USA w drugiej połowie
XX wieku mogło powstać tylko przy wykorzystaniu „zaginionych” notatek tego zapomnianego geniusza…

*

Grube płatki za oknem przypominały tanią, rzadką koronkę. Śnieg był mokry, lepki, przykrywał krajobraz gronostajowym futrem. Kiedy agenci kończyli już swoją robotę, zerwał się gwałtowny wiatr. Nie wył i nie huczał jak zwykle wiatr, lecz raczej jęczał i zawodził, wydając dźwięki pochodzące jakby z zupełnie innego świata. Brzmiało to jak requiem dla potępionych albo jak krzyk duszy skazanej na mękę…
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: