Poezja, która próbuje się w znaczącym milczeniu, oscyluje na granicy zniknięcia. Wiersze zgładzone do minimum jak kamyki rzeźbione przez fale – żeby można poczuć ich właściwy ciężar, na co dzień umniejszany w zalewie gadulstwa. Słowa demonstrujące swoją kruchość, a jednak zdolne udźwignąć najcięższe pytania: o miłość, o wojnę, o życie i śmierć. Książka Julii Szychowiak dociera do środka i zabiera nas ze sobą, byśmy mogli na chwilkę, na mgnienie, odzyskać samych siebie.